Pages

czwartek, 11 kwietnia 2013

A w kwietniu lubię...


1. Książkę Madhur Jaffrey „Wśród mangowych drzew” (wyd. Czarne). 

Madhur to autorka wielu książek kulinarnych, szczególnie popularna w Wielkiej Brytanii. Jej nowa pozycja to pachnąca chilli i mango opowieść o przeszłości; piękna, barwna, soczysta.  Ta książka łączy w sobie moje ulubione treści: wspomnienia i kulinaria.

O niej i innych książkowych smaczkach pisałam ostatnio u Oczka na jej blogu Czytelniczy, w ciekawym i inspirującym dziale „Kulinarni czytają".

2. Fotografie Michaela Mullera.

3. Informację o tym, że moja czerwonousta ulubienica, Rachel Khoo, pisze drugą książkę. Aby nieco umilić sobie czas oczekiwania, zaglądam czasem na jej blog.



Oma i Bella (Regina Karolinski i Bella Katz) to dwie przyjaciółki, które zamieszkały razem w Berlinie. Łączy je poczucie humoru, zamiłowanie do gotowania (zwłaszcza do kuchni żydowskiej), wspomnienia i przeszłość. Bo zanim Oma i Bella zamieszkały w niewielkim berlińskim mieszkaniu, wiele w życiu przeszły/ Obydwie przeżyły Holocaust, a po wojnie osiadły w Niemczech. Dzisiaj wspólnie gotują, a między obieraniem buraków na barszcz a tarciem marchewki snują opowieść o przeszłości. Wszystko to sfilmowala wnuczka Reginy, Alexa Karolinski.

W Internecie można obejrzeć kilka filmików z przyjaciółkami w roli głównej, można również kupić książkę z ich przepisami, bardzo chciałabym ją mieć.

5. rowerową półeczkę!

6. Kolejną edycję Znikającego Klubu, która odbędzie się 13 kwietnia w jednej z moich ulubionych dzielnic Gdańska, Dolnym Mieście, w XIX-wiecznej kamienicy, gdzie niegdyś znajdowała się Szkoła Pielęgniarek w Gdańsku. Będą wystawy, wystawcy i muzyka.

7. Artykuł o przedmiotach „jak ze snu wariata, których cechy funkcjonalne i wizualne przesunęły się w stronę absurdu tak dalece, że powstał gatunek wyrobów fikcyjnych” (tekst Piotra Mikołajczaka w „2+3 D”).

8. Estoński blog Nami-Nami, który podpatruję od początków mojego blogowania, czyli już sześć lat.

Wczoraj skorzystałam z przepisu Pille na batoniki a’la Bounty. Zwykle nie robię takiego rodzaju słodyczy, ale tak się złożyło, że zalegała mi w lodówce napoczęta puszka słodzonego mleka skondensowanego, a w szafce od dawna leżała paczka wiórków koksowych…  

I powiem Wam, że te kąski smakują identycznie jak Bounty! Oczywiście są równie kaloryczne co ich prototyp, ale wychodzę z założenia, że raz na jakiś czas mogę zjeść coś słodkiego i niezdrowego, tylko dla samej przyjemności jedzenia.


BATONIKI A'LA BOUNTY

nadzienie:
200 g słodzonego mleka skondensowanego
200 g wiórków kokosowych
90 g miękkiego masła

polewa:
200-300 g mlecznej czekolady

W robocie kuchennym umieszczam mleko, wiórki i masło. Mieszam kilka minut, aż masa stanie się jednolita. Wykładam masę na wyłożoną folią spożywczą tackę, rozkładam równomiernie, lekko ugniatając (wysokość masy ok 1-2 cm).

Chłodzę masę w lodówce (kilka godzin) lub zamrażarce (1 godzinę). Po schłodzeniu kroję w małą kostkę.

Kosteczki maczam w roztopionej w kąpieli wodnej czekoladzie i pozostawiam do zastygnięcia.
Batoniki przechowuję w lodówce albo jeszcze lepiej - w zamrażarce. Można je jeść prosto z zamrażarki, bo nie zamarzają całkowicie.

11 komentarzy:

  1. ,Wśród mangowych drzew' też przeczytałam!
    Przyznaję,że to ciekawa lektura.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też kocham Rachel, najbardziej za sukienki. A półeczka jest wdechę, podesłałam już L. bo ma zaległą dla mnie półeczkę na kawę na łodzi (nie zrobił).

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie, że Rachel wydaje nową książkę! Jestem w niej absolutnie zakochana!

    OdpowiedzUsuń
  4. robiłam podobne łakocie, tylko bez masła i zamiast chłodzenia całość piekłam, w tej wersji wiórki smakują mi jakoś lepiej :)
    No i przez ciebie zadłużyłam się w zdjęciach Mullera, są cudowne :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja tych książek nie znam, ale mam ogromną ochotę je przeczytać i to zrobię. Batoniki pyszności, a wszystko, jak zwykle apetycznie estetyczne. Nie jestem fanką takich słodyczy, ale chyba się skuszę i zrobię choćby w ramach prezentów, będą idealne!:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ania Włodarczyk, ma świetne wyczucie.. dziękuję, bardzo ciekawe..

    OdpowiedzUsuń
  7. Ania, so nice to read (well, with the help of Google Translate of course :)) that you enjoyed these morsels. I'll be making another batch soon and keep them in the freezer!

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak myślałam, że te batoniki już widziałam u Pille (też śledzę od dawna, choć miałam przerwę i zdziwiłam się, co się progenitura w między czasie tak romnożyła ;). Madhur czytałam już wcześniej, po angielsku, i podobała mi się. Oma i Bella - dobrze wiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja kwiecień kocham za urodziny mojej Julki, bliskość Maja co oznacza Paryż, wiosnę, którą czuć w jeszcze chłodnym wieczornym powietrzu, włosy, które przestają się elektryzować, sztuczne truskawki (zawsze to truskawki) i energię, która powoli się budzi ;)

    Batoniki są przepyszne, sama robiłam podobne a co istotne nie zawierają E-cośtam.

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  10. Mniam, takie Bounty!!!!
    Matko, ja to dziennie jem coś niezdrowego dla przyjemności :D :D :D

    Ciekawostki same mi tu pokazałaś więc idę czytać. Dziękuję i ściskam Cię Aniu!

    OdpowiedzUsuń
  11. Wkręciłam się w Omę i Bellę - magiczne kobiety!

    OdpowiedzUsuń

Ze względu na ogromną ilość spamu, jaka zalewała blog, musiałam wprowadzić weryfikację obrazkową. Za uciążliwości z tym związane przepraszam.