Pages

wtorek, 19 marca 2013

Warszawskie pstrykanie


Pewnego dnia mój stary wysłużony aparat fotograficzny powiedział "nie" i padł. Bardzo szybko okazało się, że czuję się bez niego jak bez ręki. Tej prawej. Chodzę więc po ulicach z protezą w postaci aparatu w telefonie komórkowym zamiast ręki i udaję, że wszystko w porządku. 

Niestety, nie jest w porządku, wiele razy czuję żal z powodu kadru, który mi uciekł, sceny, jaką mogłam uwiecznić, wnętrza, które aż prosiło się o zdjęcie.

Odwiedziłam niedawno Warszawę. 

Byłam na kawie i kanapkach w  Cafe Melon, gdzie przeczesałam stoisko Books for Cooks (wróciłam z pięknym tomiszczem Nigela Slatera, "Tender II", o którym wspomnę niebawem) i dwiema praskimi pocztówkami. 


W okolicy stare szyldy, mury, wszystkie krzyczały: "zrób mi zdjęcie!". Stanęłam przed witryną szewca i świadoma żałosności gestu, wyciągnęłam komórkę i pstryknęłam fotkę. 


Zauważył to praski młodzieniec bez zęba na przedzie i zaprosił mnie do środka, bo tam ciekawiej i można zrobić więcej zdjęć. 

Weszłam, porozmawiałam z szewcem i jego kolegą o animozjach między Lechią a Legią, a moje rozgorączkowane oczy ślizgały się po ścianach, starych meblach, butach, klejach, szalikach Lechii i spracowanych rękach rzemieślnika. Właśnie uciekł mi piękny materiał fotograficzny.

Robię komórką jedno zdjęcie, na pamiątkę.


A potem, kiedy wieczorem szłyśmy z przyjaciółką przez miasto, naszym oczom ukazała się ogromna trupia czaszka "utkana" z kombinacji zapalonych i zgaszonych świateł. Dacie wiarę?

Telefon poszedł w ruch, kolejny pstryk ku pamięci.


Następnego dnia tonę pośród książek w pokoju Ewy. Z kąta spogląda na mnie biała dama z papieru, rzeźba, którą mogłabym pięknie sportretować, gdybym tylko... 

Pstryk. 


Zdjęciem z komórki musi zadowolić się czarnooka Baśka z Grabiny, pyszny łosoś z fasolką serwowany przez Karolę na obiad i góra naleśników z syropem klonowym, które w sobotni poranek smaży (specjalnie dla mnie!) Mistrz Pankejków. 

 

Telefon pstryka fotki, a aparat robi zdjęcia. Niecierpliwie wyczekuję momentu, kiedy znów będę mogła zrobić zdjęcie. Mam dosyć fotek!

Pozostaje mi wierzyć, że prawa ręka szybko odrośnie. 

 

W przeciwnym wypadku... 

praca Jadwigi Sawickiej z wystawy "Splendor tkaniny" w Zachęcie;

38 komentarzy:

  1. mi marzy się stary,tradycyjny aparat i ciemnia do samodzielnego wywoływania zdjęć.

    Ale jak na razie cierpliwie chłonę wiedzę na temat obsługi cyfrówek i szykuję się do zakupu.
    a ciemnia, może kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się marzy odnalezienie zagubionego analoga, którym robiła zdjęcia moja mamcia...

      Usuń
  2. Piękna wycieczka, a Warszawa okazała się łaskawa:)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja się cieszę z tego wpisu jak dziecko, bo w piątek sama wybieram się do Warszawy i mam kilka darmowych wskazówek. Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jeszcze śniadanko na Chłodnej w weekend polecam - full wypas szwedzki stół, mnóstwo pysznych rzeczy serwują za jedyne 20 zł :)

      I Solec - pycha jedzenie.

      :)

      Usuń
  4. Myślę, że Nikon (po takiej dawce pochwał z Twojej strony) powinien odnaleźć się w tej sytuacji i podarować Ci nowy aparat. ;) A ta sterta książek - zazdrość!

    OdpowiedzUsuń
  5. Aniu gdybyś nie napisała, że to komórkowce to bym wcale nie wiedziała wiesz?
    Niech prawa ręka rośnie szybko i treściwie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pola, zastanawiam się, czy to jest komplement ;))) Bo te zdjęcia to no cóż takie se ;)

      Usuń
  6. Też mam zepsuty aparat, ale resztkami sił daje radę i posłusznie robi zdjęcia. O ile te "ustawiane" mu wychodzą, to już to co lubię najbardziej- zdjęcia przechodniów kompletnie mu nie wychodzą;(

    OdpowiedzUsuń
  7. Aniu, przecież to nie czacha, tylko SÓWKA!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też widzę sówkę :)

      Usuń
    2. Macie rację, dziewczyny :) Tzn. było tak: najpierw zobaczyłam na wieżowcu czachę, zrobiłam w/w zdjęcie, a potem dopiero uświadomiłam sobie, że to chyba raczej sowa. Ale wersja z trupią czachą dała mi wiele radości i była tą pierwszą, więc przy tej pozostałam :)

      Usuń
  8. Współczuję! Wiem jak to jest. Nawet "niewiemile" megapixeli nie zastąpi aparatu...

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajne fotki komórkowe:-) Oby jednak ta prawa ręka szybko odrosła:-) a Tender cudna jest. Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  10. Praga jest świetna zawsze - nic nie traci nawet na zdjęciach z telefonu ;) A ta kapliczka to skąd?

    pozdrawiam

    Frey

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kapliczka zapewne praska, bo pocztówka, która ją uwidoczniła, była sprzedawana jako 'pocztówka praska' :)

      Usuń
    2. jasne :) wpadnę zatem do Melona.

      miłego dnia.

      Usuń
  11. ;) jak nie odrośnie, zawsze można poprosić o lepszą protezę albo jakiś prototyp (to okazja, żeby odnowić znajomość ze starym analogiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Aniu mam nadzieję, że już niedługo z ręką, tzn z aparatem będzie dobrze ;) Moim zdaniem to bez różnicy czym je robisz, wszystkie są piękne, bo mają Twoją duszę ;) Ściskam! Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  13. Znam ten ból. Bez aparatu też czuję się jak bez ręki...

    OdpowiedzUsuń
  14. Zwykła-niezwykła wycieczka. Jak zwykle potrafisz oddać atmosferę, nawet bez profesjonalnego sprzętu pod ręką. Liczy się "to coś" co niewątpliwie znajduje się gdzieś tam między słowami Twoich wpisów. Lubię bardzo :) A Warszawa potrafi być magiczna.

    OdpowiedzUsuń
  15. Znam ten ból, mnie również to niestety spotkało ostatnio...Oby ręka szybko odrosła! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. :) pięknie pokazałaś moją Warszawę :) a bez aparatu i ja się nie ruszam choć tego w telefonie akurat nie lubię :) pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  17. I like the way you write :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Aniu, śmiem stwierdzić, że pstrykasz lepsze fotki telefonem, niż inni robią zdjęcia aparatem. Wiem, że to żadne pocieszenie, ale sama też czasem czuję się niezręznie (sic!), kiedy mam tylko pod ręką aparat w telefonie.

    Ale obrazy Warszawy mimo wszystko ładne pokazujesz. Przypomniałam sobie właśnie Twoje opowieści o czaszce i kibicach L. i L. i... całą masę innych truskawkowych opowieści :) Bardzo się cieszę, że udało nam się spotkać.

    ściskam

    ps. przekaż Ewie, że ma śliczne stosy książek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczkowa, dziękuję bardzo :)

      Po tym wszystkim zastanawiałam się, czy nie rpzesadziłam. Tzn. wiem, że przesadziłam - z gadaniem. Ale mnie podjudzałyście!

      Ewie przekażę :)

      Usuń
    2. My podjudzałyśmy?! Ależ skąd.... ;) Ale chętnie jeszcze posłuchamy opowieści różnej treści ;D

      Usuń
    3. że niby my? że niby podjudzałyśmy? że niby... no ręce opadają!
      :))))
      cegła wymiata! :))))

      Usuń
    4. Albo miałam w kawie tabletkę prawdy czy jak to się nazywa. Taką, po której się gada dużo i tylko prawdę :)

      Usuń
    5. kawę robił Kris:P Oczkownica i ja nie wiemy o co chodzi :) to nie my!

      Usuń
  19. stos książek- piękny i tęczowy!
    szkoda, że nie uwieczniłaś dzieła mego małżonka, zapewne by się lepiej prezentowało niż łosoś :)
    ciągle myślę o cegle, rowerze i seksownej, siatkowej koszulce! opowieści - genialne! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tego żałowałam... Ale jakoś za późno sobie o tym aparacie w komórce przypomnialam. Ale mamy przynajmniej pretekst do powtórki :)I może jakies opowieści się znajdą... ;)

      Życz Małżonkowi zdrówka, Karol.

      Usuń
    2. to kiedy przyjeżdżasz? hmm... przyjeżdżacie! :) obecność Tomka - konieczna!!!! :)

      Usuń
    3. Me stanowisko w sprawie przyjazdu znasz.
      :)

      Usuń

Ze względu na ogromną ilość spamu, jaka zalewała blog, musiałam wprowadzić weryfikację obrazkową. Za uciążliwości z tym związane przepraszam.