Pages

piątek, 8 lutego 2013

# Na mojej półce: Plenty, Jerusalem, Córeczka tatusia (...)


na fot. książka "Dwaj łakomi Włosi"

Ostatnimi czasy na moich półkach przybyło sporo książek kucharskich i pomyślałam, że warto poświęcić im tu trochę miejsca. Czasem pytacie mnie o książkowe gusta, godne polecenia pozycje, więc pokrótce napiszę o książkach, które mam, lubię i polecam, a także o tych, co do których mam mieszane uczucia.

Zacznę od książki o kuchni włoskiej. Często obiecuję sobie, że nie kupię już nic, co poświęcone jest temu tematowi, po czym trafiam na kolejną ciekawą pozycję i zapominam o moich wcześniejszych słowach. Tak było w przypadku „Dwóch łakomych Włochów” Antonio Carluccio i Gennaro Contaldo – skusiły mnie nazwiska autorów, fotografie (Chris Terry) i proste, acz ciekawe przepisy. 

Książka dzieli się na sześć działów (antipasti, primi, secondo, contorni, frutta e dolci, merende), każdy opatrzony słowem wstępnym, a na marginesach przepisów znajduje się sporo ciekawostek. Kuchnia włoska wydaje się być oklepanym tematem, mim to można znaleźć tu oryginalne przepisy, np. na  faszerowane jaja przepiórcze, krem z pokrzywy czy ciasteczka z koprem włoskim. Obok pięknych prostych zdjęć potraw, w książce jest wiele scenek rodzajowych – fotografie z włoskich ulic, targów i wybrzeży. Jej minusem jest niechlujna i zbyt różnorodna czcionka.


na fot. książka "Kulinarne wyprawy Jamiego"
A teraz kilka słów o książce wychowanka Gennaro – Jamiego Olivera. Jakiś czas temu ukazała się polska wersja „Kulinarnych wypraw Jamiego” z fotografiami genialnego Davida Loftusa. Książka różni się od poprzednich: wydana jest na matowym papierze, ma bardziej zróżnicowaną czcionkę i brakuje jej jednolitej linii w prezentacji fotografii.

Nie przekonują mnie zabawy czcionką, bo lubię, kiedy litery są proste, wtedy słowa najbardziej przyciągają. Przeglądając „Kulinarne wyprawy…” czuć, że to już nie jest wyłącznie autorskie dzieło Jamiego, zbiór jego sprawdzonych przepisów, owoc kulinarnych fascynacji i poszukiwań. Przepisy z kuchni włoskiej, hiszpańskiej, szwedzkiej, francuskiej, marokańskiej i greckiej są apetyczne i kuszące, ale wydają mi się puste, nie widzę za nimi autora.

na fot. książka "Córeczka tatusia"
Sztab specjalistów czuć również w książce sygnowanej przez Gwyneth Paltrow, „Córeczka tatusia”, z tym że w przypadku tej pozycji zdjęcia nie są już tak piękne, jak u Jamiego. 

Pierwsze trzydzieści stron książki stanowią wstępy (bez głębszych myśli i ciekawych spostrzeżeń), podziękowania, zdjęcia aktorki i jej bliskich oraz informacje dotyczące kuchennych podstaw, czyli dla mnie rzeczy całkowicie zbędne. Książka nadrabia nieco ładną czcionką i przepisami, bo jest tu kilka ciekawych pozycji, np. naleśniki sezamowe, karmelizowana brukselka czy keczup ze śliwkami. Ale gdybym tę pozycję lepiej poznała, nie kupiłabym jej, bo jest nudnawa.

na fot. książka "Na każdą porę"
Lubię za to książki Sophie Dahl, są delikatne i romantyczne, a do tego można je czytać, a nie wyłącznie oglądać. Sophie, jak przystało na wnuczkę Roalda Dahl'a, autora "Charliego i fabryki czekolady", ma lekkie pióro i ciekawie pisze. 

Jej druga książka - "Na każdą porę. Rok w przepisach" - podzielona jest na pory roku, a każda z pór opatrzona jest długim wstępem Sophie. Również przed każdym przepisem jest kilka słów od autorki, co bardzo lubię, bo to w moich oczach to uwiarygadnia autora i przepis. Książka ma ładne zdjęcia i proste, kuszące przepisy, np. na tapiokę z jabłkami i morelami, burgery z ciecierzycy i grzybów z sosem tahini albo koktajl mleczny z awokado i migdałami.

na fot. ksiązka "Super natural every day"
Nie pisałam wcześniej o książce Heidi Swanson „Super natural every day”, choć stoi na mojej półce już od jakiegoś czasu. A że jest to rzecz, którą szczerze polecam, poświęcę jej chwilę. 

Jak zapewne większość z Was wie, Heidi Swanson to autorka blogu 101 Cookbooks. Ci, którzy odwiedzają tę stronę, znają jej klimat i potrawy, jakie autorka na nim serwuje. Książka jest podobna do bloga, na każdej stronie czuć autorkę. Znajdziecie w niej poetyckie, ale proste zdjęcia i przepisy na ciekawe, zdrowe, bezmięsne potrawy. 

Na śniadanie Heidi proponuje np. pieczoną owsiankę albo wieloziarniste pankejki, na lunch sałatkę z jarmużu z kokosem i olejem sezamowym, na przekąskę pieczoną ciecierzycę czy szpinakową „siekankę” z jajkiem na twardo, migdałami i harissą, a na deser słodką panzanellę czy ciasteczka imbirowe. Bardzo lubię tę książkę.

na fot. książka "Plenty"
I - last but not least – dwie książki mojego idola z The Guardian, Yotama Ottolenghiego. Zostawiłam je sobie na deser, bo to moje absolutne hity. Mowa o „Plenty”, wegetariańskiej biblii pełnej wspaniałych dań z warzyw i owoców oraz o ostatniej książce Yotama, „Jerusalem”, którą napisał wspólnie z Sami Tamimi. 

Zacznę od „Plenty”: to książka, w której nawet nie zaznaczam stron z przepisami, którymi chcę zrealizować, bo musiałabym zaznaczyć każdą z blisko trzystu stron. Przepisy podzielono tu na niecodzienne działy, np. „Green things”, „Funny onions” albo „The Mighty aubergine”. A same przepisy? Szafranowy kalafior, gruszkowe crostini, sałatka z farro i pieczonej papryki, makaron soba z bakłażanem i mango, zupa z grillowanych warzyw i wiele, wiele innych pyszności. W tym tygodniu na naszym stole pojawiły się dwa dania z "Plenty", w kolejce czekają następne (a pierwszy przepis pokażę w następnej notce).

Zdjęcia skupiają się na potrawach: nie ma tu stylizacji, pięknych naczyń i sztućców, można za to zobaczyć fakturę i kolor dania.

na fot. książka "Jerusalem"
Zdjęcia w „Jerusalem” też są proste i apetyczne, a obok fotografii potraw, w książce można również obejrzeć zakamarki Jerozolimy, jej mieszkańców i stragany z ulicznym jedzeniem albo warzywami.

Po lekturze ciekawego wstępu radzę usiąść w fotelu, bo każda strona "J." zwala z nóg – nie wiem, czy kiedykolwiek widziałam książkę, w której każdy przepis jest idealny i wydaje się być skrojony pod moje gusta (w zasadzie widziałam: "Plenty":). Sałatka ze szpinaku z daktylami i migdałami, pieczona dynia z tahini i za’atarem, buraczane puree z jogurtem i za’atarem, ostra sałatka z marchewki i wiele lokalnych specjałów – latkes, balilah, kibbeh, maqluba, sfiha albo ghraybeh. Książka cieszy mnie tym bardziej, że w tym roku sama zawitam w rejony, o których piszą autorzy.

A teraz ostrzę pazurki na nową książkę Clodilde Dusoulier, autorki blogu "Chocolate & Zucchini" -  "The french market cookbook".

39 komentarzy:

  1. Panno Truskawko,
    z całą pewnością skorzystam z rekomendacji "Plenty" i zanabędę, dziękuję! :)
    Sądzę, że w przypadku ślicznej Gwyneth i Jamiego ghostwriterzy, wogóle tak zwany sztab, robią więcej szkody niż pożytku. Zawsze troszkę nieufnie podchodzę do książek znanych i lubianych, nie będących pisarzami oczywiście.Jamiego najnowszego już nie kupię, a kiedyś lubiłam...
    Panno Truskaweczko, niechże mi Pani pomoże. Jak zwało się to czerwonouste dziewczę gotujące we francuskiej kuchence, urocze takie?
    Się zapomniało i się znaleźć nie może...
    Serdeczności! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To uroczę dziewczę to Rachel Khoo:)

      Usuń
    2. O, tak, tak! Dziękować serdecznie!:)

      Usuń
    3. No to mnie już Martyna wyręczyła :) Polecam filmy Rachel, książkę również!

      Usuń
  2. Piękna kolekcja! Ja jestem szczęśliwą posiadaczką pierwszej pozycji i podzielam Twoje zdanie na temat troszkę rozbałaganionego układu. Nie zdążyłam się zapinać dokładniej z przepisami, bo mam ją od niedawna, ale myślę, że mi się spodoba :). Paltrow polecałabym początkującym w kuchni, bo przepisy są proste, a układ książki jasny i czytelny.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli nie tylko mnie razi ten bałagan w "Dwóch...". Masz rację, Veroniko, układ książki Gwyneth jest przynajmniej czysty i klarowny.

      Usuń
  3. Gwyneth korzysta z pomocy ghostwriterów, choć ostro się tego wypiera: http://www.nytimes.com/2012/03/14/dining/i-was-a-cookbook-ghostwriter.html?pagewanted=1&_r=2&sq=%E2%80%9CI%20Was%20a%20Cookbook%20Ghostwriter%E2%80%9D&st=cse&scp=1& Może to dlatego w jej książce coś nie gra?
    Do nowej Sophie przymierzam się już od dłuższego czasu, jedyne co mnie powstrzymuje to to, że jeszcze nie zrobiłam wszystkiego, co bym chciała z jej poprzedniej książki:) A Plenty ląduje na liście książek do nabycia! Narobiłaś mi niesamowitego smaka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam tę awanturę z ghostwriterami...

      Oj, gdybym ja się powstrzymywała z kupnem kolejnych książek, bo nie zrobiłam wszystkiego, co chcę z dotychczasowcych, pewnie miałabym na półce kilka rzeczy tylko ;)

      Usuń
  4. A ja muszę nadrobić zaległości coś widzę... :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Moglabym powiedziec: "ksiazki na mojej polce" :) Z tym, ze ja mam je w wersji niemieckiej. "Coreczki tatusia" nie kupilam bo po przejrzeniu jej w ksiagarni stwierdzilam, ze jest beznadziejna. Przepisy zbyt proste i ogolnie znane, nie wnosila nic nowego. Ottolenghi to tez moj hit. Mam trzy jego ksiazki. Ostatnio kupilam "Jerusalem" i musze Ci powiedziec Aniu, ze tez mam ochote zrobic z niej wszystko. Mamy chyba podobny gust i smak :)

    Pozdrowienia cieple.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Majka, a ja nie mam jeszcze tej trzeciej, a w zasadzie pierwszej książki O., ale niebawem chcę ją kupić. Uwielbiam go!

      Usuń
    2. Zrobilam dzis na obiad z "Jerusalem" kurczaka z fenkulem, klementynkami i ouzo i...okazalo sie, ze to nie moja bajka... Nie wiem czemu skusilam sie wlasnie na ten przepis, nie przepadam za anyzem a tu jest go duzo. Myslalam chyba, ze sie przekonam :)) Nie udalo sie :) Musze wyprobowac kolejny przepis :)

      Usuń
    3. Hi hi, Majka, to mamy kolejną cechę wspólną, bo ja anyżu nie cierpię (niestety) i jego posmak b. mnie drażni. Choć fenkuł zjem, po obróbce.

      Usuń
  6. A ja nie w temacie kulinarnym... chciałam Ci podziękować za trzymanie się formy "autorka blogu" (a nie - bloga) - jesteś jedną z niewielu osób (mam teraz na myśli przede wszystkim blogerów!), które jeszcze przykładają do tego wagę i trzymają się poprawnej pisowni :).

    Książkowe recenzje bardzo przydatne - szczególnie pod kątem prezentów dla gotujących najbliższych, wykorzystam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa, miło, że zauważyłaś... Czasem zastanawiam się, czy jeszcze tej formy używać, skoro spowszechniała błędna odmiana i to 'blogu' brzmi dziwnie.

      Usuń
  7. swietny wpis! na pewno kupie Plenty i Jerusalem. Uwielbiam tez Sophie Dahl. Co do Gwyneth Paltrow - jej strona internetowa 'goop' jest super i czesto korzystam z jej rad, ale ta jej ksiazka to jakas porazka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, ciekawe, zajrzę na stronę Gwyneth, nie wiedziałam, że prowadzi takową!

      Usuń
  8. U mnie Włosi i Córeczka też od niedawna goszczą, uwielbiam te książki, nawet ostatnio o nich wspominałam. Gwyneth można poznać z zupełnie innej strony, a Włosi no cóż, baza doskonałych przepisów, ciekawostek i cudownych zdjęć:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. oj, moja lista książek kucharskich do kupienia właśnie się powiększyła :) na Amazonie Plenty i Jerusalem kosztują po 15 funtów, mogę kupić tylko jedną na razie, którą na początek polecasz? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dagmaro, ja bym wybrała Plenty, choć Jerusalem jest piękniejsza. W J. jest więcej trudnodostępnych skłądników, bo to rzecz o kuchni regionalnej, Plenty jest b. uniwersalne, ale z kolei nie ma tu nic mięsnego, co dla mnie jest plusem, a dla innych może być minusem.

      Usuń
    2. dzięki, pewnie się na nią skuszę :)
      z pozostałych książek mam Jamiego i zgadzam się z tym, co o tej książce piszesz, ale ja jestem w stanie Jamiemu wiele wybaczyć, po prostu go uwielbiam! ;)

      Usuń
  10. Lada dzień i ja będę w skupieniu przeglądać książki Jeruzalem i Ottolenghi. Czekam niecierpliwie na przesyłkę, a Plenty zostawiłam sobie na następny raz, bo się nie mogłam zdecydować. Teraz, kiedy o tym piszesz, Aniu, zrobiło mi się trochę żal, że nie zamówiłam i tej trzeciej.

    Pozdrowienia ślę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mi jest żal, że podczas zamawiania zagapiłąm się i nie wzięłam "Ottolengi"...

      Usuń
  11. Plenty i Jerusalem :-) też przestałam już zaznaczać strony, a pieczona owsianka Heidi Swanson to moje idealne , niedzielne śniadanie. Do Jamiego jeszcze się nie dobrałam, czeka na półce na swoją kolej. Pozdrawiam i życzę miłego weekendu.

    OdpowiedzUsuń
  12. Koło Jerusalem się kręcę od dawna. Właściwie to znam tę książkę dobrze, bo co sobotę będąc na zakupach w supermarkecie ją przeglądam. Trochę mi spadł entuzjazm do niej po obejrzeniu programu, bo wydawało mi się, że nie oddaje tego co zobaczyłam w nim, ale to było tylko chwilowe. Czekam na przecenę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponoć na Amazonie sa przecenione teraz :) A jaki jest tytuł tego programu?

      Usuń
  13. "córeczki" i "włochów" nie mam. Jerusalem będzie u mnie we wtorek:-) resztę ksiażek bardzo lubię. Najbardziej jednak Sophie i Plenty. Udanego weekendu!

    OdpowiedzUsuń
  14. Na 99. stronie "Jerusalem" jest zdjęcie wielojęzycznego szyldu jadłodajni, a w jego lewym dolnym rogu...
    Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie znam książek Ottolenghi, ale sporo o nich słyszałam. "Obawiam się", że narobiłaś mi apetytu :)
    Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Aniu, a co napisalabys o Doskonalej Kuchni Marciszewskiej?
    Pozdrawiam, Gosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu, na razie niewiele, bo się w nią nie wgłębiałam mocno, ale po kilkukrotnym przejrzeniu mogę stwierdzić, że mi się podoba. Z pewnością coś z niej zrobię.

      Usuń
  17. Ciezko o tym mysle :) bo cena kosmiczna i nie wiem czy warta tej ksiazki. Nie mam mozliwosci wczesniejszego przekartkowania, stad moje zapytanie.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To stara ksiażka, one są specyficzne - jeśli trafiłaś kiedyś na Disslową, Monatową, to Marciszewska jest utrzymana w podobnym tonie, z podobnymi recepturami. Niestety ceny tych starych książek są ogromne...

      Usuń
  18. Bardzo fajny post! Lubię książki kucharskie, bardzo przyciągają, właśnie przez świetne zdjęcia :) a w księgarni, czy w internecie ciężko jest się dokładnie przyjrzeć treści. Właśnie dostałam w swoje ręce pożyczoną książkę Jamiego "Jamie's Italy" (o ile dobrze pamiętam). Lubię kuchnię włoską, więc liczę na zachwyt i formą i treścią :)

    OdpowiedzUsuń
  19. dziękuję za ten post :)) uwielbiam kupować, czytać, oglądać książki kucharskie :))
    a słyszałaś o książce Ulubione warzywa pana Wilkinsona?? ostatnio wpadła mi w oczy i kusi ;))
    pozdrawiam serdecznie, stała podczytywaczka ale raczej nie komentująca...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie słyszałam o tej książce, nie widziałam na półkach, muszę ja sobie w internecie wyguglać, bo mnie zaciekawiłaś :)

      Pozdrowienia, Anne :)

      Usuń

Ze względu na ogromną ilość spamu, jaka zalewała blog, musiałam wprowadzić weryfikację obrazkową. Za uciążliwości z tym związane przepraszam.