![]() |
| To nie książeczka do nabożeńsktwa, a "Jedyne praktyczne przepisy" Lucyny Ćwierczakiewicz; |
Dzisiaj chciałabym napisać Wam
nieco o pierwszych warsztatach kulinarnych, które poprowadziłam na zaproszenie Akademii Kulinarnej SPOT (opisywałam ją już kiedyś w tymmiejscu przy okazji warsztatów makaronikowych).
Tematem przewodnim naszych czerwcowych zmagań kulinarnych była
przedwojenna kuchnia w wakacyjnej odsłonie. Menu, które opracowałam wyglądało
następująco:
Przystawka: bałtarzany a’la
provencale Marii Ochorowicz-Monatowej (w oryginalnej wersji przygotowywałam je
już kiedyś na blogu w pierwszym wpisie z cyklu Vintage cooking, tj. w 2010 roku!) – w wersji nowoczesnej wzbogacone o kaszę jaglaną i
jarmuż/szpinak.
Danie główne: forszmak wg Lucyny
Ćwierczakiewicz – to w klasycznej, śledziowej wersji, a obok niego forszmak z
wędzonym łososiem koperkiem i suszonymi pomidorami.
Na deser zaserwowaliśmy krem
wiśniowy, czyli blanck-manger (blamanż) wg Marii Monatowej oraz ciastka z
owocami na kruchem cieście wg Lucyny Ćwierczakiewiczowej, zaś do popicia
mieliśmy kompot z łodyg rabarbarowych Marii Disslowej, w wersji modern
wzbogacony o dodatek imbiru i pomarańczy.
Nie ukrywam, że obawiałam się,
jak skoordynować tak różnorodne działania w kuchni, by nie było większych
wpadek, ale podczas warsztatów harmonogram zajęć ułożył się samoistnie (z odstępstwami od moich założeń takimi jak np. zjedzenie przystawki po zupie).
Jako że prowadziłam dwie grupy,
mogłam zaobserwować, jak różnie ludzie warsztatowicze przygotowują te same
potrawy, jak odmiennie je doprawiają i zadają inne pytania dotyczące gotowania. To jest niezwykłe, jak mocny jest wpływ osobowości na smaki, wygląd i ostateczny kształt potraw.
Wspólne gotowanie (a raczej: pomaganie gotującym), zwłaszcza jeśli odbywa się w tak pięknym miejscu, jakim jest SPOT, jest niesamowicie satysfakcjonujące. I już mogę Wam zdradzić, że to był pierwszy, ale nie ostatni raz ;)
Uwaga: wszystkie zdjęcia oprócz tych wchodzących w skład poniższego kolażu są autorstwa Małgorzaty Opali ze SPOT. Kolaż jest pstryknięty moją "małpką".
![]() |
| Nasze potrawy; |













Aniu, ja czekam na ten przepis koniecznie!! Podziel się prosze :)) I czekam na Ciebie w warszawie (i nie mogę się doczekać!!) :)
OdpowiedzUsuńDobrze, puszczę receptury w odrębnym wpisie :)
UsuńWarszawa... Jeśli tylko mnie zaproszą, to chętnie :)
Wspólne gotowanie, a raczej nauka gotowania była pyszną przyjemnością. Dziękuję i czekam za kolejnymi warsztatami !!!
OdpowiedzUsuńJa też dziękuję bardzo :)))
UsuńAniu, dobrze Cię widzieć. :-)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i gratuluję
A.
:))))
UsuńZazdroszczę takich warsztatów, strasznie bym chciała wziąć kiedyś w takich udział :)
OdpowiedzUsuńDziękuję, za świetne przepisy, cenne wskazówki i miłą pogawędkę. Do zobaczenia w Poznaniu po raz kolejny.
OdpowiedzUsuńDziękuję i ja! :)
UsuńA to ciekawe z wiśniowym blamanżem, bo myślałam, że blancmange to zawsze galaretka migdałowa (i stąd to białe w nazwie francuskiej ;). A link do cytrynowego nie działa :(. PS. Gratulacje!
OdpowiedzUsuńBo francuski blamanz powinien byc wlasnie bialy i taki tradycyjny wlasnie migdalowy, idziesz Ptasiu dobrym tropem.
Usuń@Belgia od kuchni: brakuje mi tu przycisku "lubię to" ;).
UsuńMi też brakuje tego przycisku :) Macie rację, klasyczny to taki właśnie krem, z migdałami, na mleku/śmietance, ale autorka wprowadziła wiele odmian kremu i wygląda to tak, że migdały zastąpiła różnymi owocami, wychodząc od klasycznej wersji w stronę owocowych. W sumie klasycznego blamanżu nigdy nie robiłam...
UsuńSuper, Aniu, że znów zawitasz do Poznania:) Dziękuję za fajne warsztaty i fajnie, że w kolażu znalazło się zdjęcie mojej zupy z kalafiorem:)
OdpowiedzUsuńAniu, cała pryjemność po mojej stronie :)
UsuńA można prosić o przepis na te bakłażany?
OdpowiedzUsuńUmieszczę je w odrębnym wpisie :)
Usuńoj, bardzo chciałabym wziąć udział w takich warsztatach, przyjedzie Pani kiedyś do Krakowa? Jestem zauroczona "Zapachem truskawek" :) to książka, którą tak miło mieć na półce i móc do niej wracać :)
OdpowiedzUsuńMarysiu, ja warsztatów nie organizauję, przyjeżdżam na zaproszenie :) Takowego z Krakowa na razie nie mam, ale jeśli się pojawi, to z przyjemnością odwiedzę Krk :)
UsuńA kiedy będą lapidaria Gruzińskie?!? Proszę....
OdpowiedzUsuńZosiu, do tego muszę znaleźć więcej czasu, ale mam nadzieję, ze w lipcu się uda.
Usuń