Pages

piątek, 14 lutego 2014

Romantyczny śledź (sałatka śledziowa z buraczkami)

Mistrz drugiego planu - słoik ogórków na sos tatarski. Kto zauważył? :)
Jest wysoce prawdopodobne, że jeśli uda mi się dożyć późnego wieku, to skończę jako staruszka narzekająca na upadek obyczajów. Już teraz zauważam u siebie pierwsze objawy zniesmaczenia czasami, w jakich przyszło mi żyć.

Nie oglądam wiadomości telewizyjnych, bo zawartość informacji w takich programach oscyluje wokół zera*, jestem uczulona na rozmowy polityczne, które radio serwuje w porze, kiedy ma się ochotę go posłuchać (czyli np. w sobotę rano), nie lubię Hallowen, drażnią mnie bożonarodzeniowe akcenty w listopadzie i nie cierpię walentynkowego lukru. Nie przemawiają do mnie argumenty, że ten dzień to kolejna dobra okazja do wyznania miłości bliskiej osobie – brzmi to zacnie, ale niestety Walentynki to dla mnie kolejna wyprodukowana przez handlowców okazja do wydania pieniędzy i napędzania konsumpcji.

Ho ho ho, na Truskawkach powiało radykalizmem, pomyślą drodzy Czytelnicy. Bez przesady (jak mawia Agnieszka Radwańska w reklamie piekarników). 14 lutego sama wysyłam najbliższym życzenia walentynkowe… Jednak tego dnia próżno szukać mnie w restauracji na romantycznej kolacji przy świecach czy w sali kinowej na romantycznym filmie skrojonym specjalnie na potrzeby spragnionej walentynkowej tematyki widowni.**

Być może po prostu nie lubię słowa romantyczny. Czuć w nim jakąś teatralność i nadęcie.

W nurt uczuć, jakimi darzę 14 lutego wpisuje się moja ulubiona historyjka o randce koleżanki, która z powodu odległości, jaka dzieliła ją od ukochanego, widywała się z nim raz na jakiś czas. Po długiej rozłące spotkali się w Walentynki i zasiedli do niezwykle romantycznej kolacji – słoika ogórków kiszonych, chleba i wódki. Bez świec, bez czekolady, bez różowych serduszek. Antywalentynki w najczystszej (w dosłownym tego słowa znaczeniu…) formie!

Powyższej kolacji nigdy nie odtworzyłam i nie mam na to ochoty, ale przyznam szczerze, że chodziłam na randki w podobnym klimacie i do dzisiaj bardzo miło je wspominam. Co powiecie na romantyczną kolację nad brzegiem skąpanej w ciemności Motławy z opakowaniem śledzi w musztardzie, bułką poznańską i buteleczką miodowej Żołądkowej Gorzkiej w roli kulinarnym gwiazd wieczoru?

Pozostając w tym tonie, przedstawiam przepis na różowego (a więc zgodnego z nurtem walentynkowym) śledzia. Robiłam go na Boże Narodzenie, ale na antywalentynki jest jak znalazł. Albo i na Walentynki, ale dla odważnych :)

Teraz pozostawiam Was zatem z życzeniami miłości na co dzień i od święta oraz miseczką przepysznych śledzi, a sama uciekam piec tartę cebulową. Na romantyczną kolację, rzecz jasna!***

SAŁATKA ŚLEDZIOWA Z BURAKAMI

1 duże opakowanie śledzi w oleju (ok. 500 g)
2 duże buraki, ugotowane (lub upieczone) i obrane ze skórki
1 czerwona cebula
3 łyżki soku z cytryny
1 małe kwaśne jabłko (opcjonalnie)
100 -150 ml jogurtu naturalnego (lub kwaśnej śmietany)
2-3 łyżki majonezu (można dać go więcej)
pieprz do smaku

Śledzie odsączam z oleju i kroję w małe cząstki (ok. 1,5 cm szerokości). Buraki kroję w kostkę, cebulę w piórka. Jabłko kroję w słupki. W misce mieszam jogurt, majonez i pieprz. Dodaję śledzie, buraki, jabłka i cebulę, skrapiam sokiem z cytryny i dokładnie mieszam.

Przykrytą szczelnie folią spożywczą sałatkę chowam do lodówki, najlepiej na noc – składniki muszą się przegryźć.



*      od lat nie mam też TV, ale w dobie VOD to żaden wyczyn;
**   oczywiście specjaliści od sprzedaży mają w zanadrzu również ofertę dla                       antywalentynkowców, ale to już odrębny temat;
***   obiecuję, że notka o książce będzie następna!


20 komentarzy:

  1. szykuje się wspaniały, romantyczny wieczór :]
    Twój wpis bardzie mnie poruszył, w pozytywnym sensie. zaczęłam zastanawiać się nad sobą i tym, co mnie otacza. Kilka słów, a motywują do zmian swojego podejścia do wielu spraw.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam identycznie w każdym calu. Jestem "zmęczona" walentynkami. Polecam obejrzeń na yt odcinek Lisiego Piekła o walentynkach. Ona jest bezbłędna!
    Podobnież polecam piosenkę Pablo Pavo i Ludzików "densigowa piosenka miłosna". Fragment jak z ukochaną pije tanie wino na zamku w Bułgarii - bezcenny.
    A taka sałatka śledziowa czemu by nie.
    Pozdrawiam
    A.

    OdpowiedzUsuń
  3. Haha, przy Agnieszce Radwańskiej zakrztusilam sie kawą:) Buziaki, Śliwka

    OdpowiedzUsuń
  4. Aniu, nawet nie wiesz jaka Ty mi jesteś bliska :) Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Aniu, nie jesteś sama, jak zresztą widać :) W zeszłym roku Ukochany dostał ręcznie robioną kartkę, ja od niego soczystego buziaka :) W tym roku będziemy zajadać się krewetkami z czosnkiem i pietruchą (oczywiście będziemy jeść palcami z jednej miski, bo po co brudzić sztućce i naczynia)... Równie romantycznie jak śledź :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Ostatnio śledzik coś mocno towarzyszy naszemu randkowaniu (o zgrozo, jak to brzmi :) Nowy Rok niehucznie obchodziliśmy w trójkę (bo z kotem), trzema rodzajami śledzia, zimną wódeczką i serialem. Dziś rano po przebudzeniu usłyszałam "A może śledzik wieczorem?"

    OdpowiedzUsuń
  7. śledzie w musztardzie, bułka i miodowa gorzka żołądkowa nad rzeką? taki romantyzm to ja kupuję <3 tylko wódkę zamienię na coś 'lżejszego' :) Pozdrawiam i czekam na książkę

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja czasem mam wrażenie, że chciałabym żyć w czasach z "Nad Niemnem";-) A do dzisiaj wspominam dobrze kolację iście "romantyczną" w postaci słoika śledzi z cebulką, parówkami i jogurtem naturalnym do popicia:) Takiej przy świecach bym nie wspominała. A o walentynkach dowiedziałam się z fb. Wczoraj byłam w pewnym miejscu na włoskim jedzeniu i kelnerka chyba z 4 razy telefonicznie oznajmiła: na jutro nie rezerwujemy stolików, w ogóle. Dobre podejście!

    OdpowiedzUsuń
  9. ja mam problem z "romantyczną kolacją przy świecach" nie tylko w walentynki. chyba dlatego, że nie mam pojęcia, jak można czuć się swobodnie w takiej sytuacji - zbyt to teatralne :) Podobnie za nic, ale to za nic nie potrafię zrozumieć "romantycznego Paryża" - trzy razy podchodziłam do tego miasta i za każdym razem wyjeżdżałam bardzo skonsternowana. Romantyczne to jest stare Tbilisi :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak bardzo się zgadzam, że aż muszę to wyrazić w formie komentarza :)
    Na pierwszej randce z moim mężem jedliśmy chleb z keczupem nad rzeką i to była jedna z najładniejszych chwil w moim życiu. I sporo mam takich - wino z butelki na Montmartre zagryzane bagietką, herbata z termosu z jednego kubka gdzieś na szlaku, śledzie też by się gdzieś znalazły, lub pewnie raczej szprot w pomidorach jedzony z jednej puszki:) Zresztą, czy ktoś ustalił odgórnie, co jest romantyczne a co nie? :) Ja moje wspomnienia uważam za romantyzm w czystej formie :D
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja bym chetnie swietowala. Tyle, ze niemaz radykalnym kontestatorem Walentynek jest. W tym roku poszlismy na kompromis i będziemy swietowac rodzinnie, z przychowkiem. Przy pizzy, popcornie i filmie o wrozce zebuszce. Po takiej imprezie kieliszek gorzkiej zoladkowej bedzie wskazany. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Co do czasów to zawsze mówię: takie są i inne nie będą (ani nie były). A jeśli chodzi o romantyczne kolacje - nie wiem czemu ale moje pierwsze skojarzenia ze słowami romantyczna kolacja to stek albo tatar .. Generalnie surowe mięcho :D Zielonego pojęcia nie mam dlaczego :D

    OdpowiedzUsuń
  13. PS. Aniu, weryfikacja obrazkowa pod Twoim antyromantycznym wpisem wyświetla serduszka i hasło True love (a teraz "chocolates" - aż mam ochotę spróbować co będzie dalej ;)):D

    OdpowiedzUsuń
  14. Naprawdę ŚWIETNY tekst! Uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. A ja obchodzę Walentynki, tak po swojemu ;) bez przesady hehehe z dużą dozą miłości i czekolady :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Zgadzam sie z Twoim podejciem, tez tak mam, ze wiadomosci mnie mecza, a w walentynki poszlismy na sqasha.
    A salatka, super!

    OdpowiedzUsuń
  17. Przypomniała mi się pewna (przypadkowa) randka walentynkowa. Siedzieliśmy w lekkim deszczu nad Wełtawą, Praga wieczorrem przepiękna, piliśmy piwo z plastiku i jedliśmy kiełbasy na gorąco z szalejącego obok jarmarku. Do dziś to wspominam jako najbardziej romantyczną randkę z moim (później już) mężem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PIękne wspomnienie :) Jakie podobne do mojego! Tylko zamiast Wełtawy - Mołtawa :)))

      Usuń

Ze względu na ogromną ilość spamu, jaka zalewała blog, musiałam wprowadzić weryfikację obrazkową. Za uciążliwości z tym związane przepraszam.