Różowe lakierki z kokardką



Kiedyś, na początku podstawówki, śniły mi się czarne lśniące lakierki. Spoglądając na moje stopy, przyodziane w białe podkolanówki i te wymarzone buciki, byłam w siódmym niebie. Jakiś czas później sen się ziścił. Można powiedzieć, że ze zdwojoną siłą, bowiem na mych gładkich, młodzieńczych stópkach pojawiły się różowe lakierki z kokardką.

To było spełnienie marzeń. Lakierki lśniły na asfalcie niczym księżyc na granatowym niebie, a kokarda na wierzchołku butów piętrzyła się dumnie. A do tego moje lakierki stukały. Idąc chodnikiem, z rozkoszą wsłuchiwałam się w odgłosy, jakie wydawały moje buty. Stuk, stuk, stuk… To było takie dorosłe!

Jeszcze piękniejszy odgłos wydawały buty na lekko zapiaszczonym chodniku – wówczas stukanie połączone było z miłym dla ucha chrzęstem. Do dziś uwielbiam ten odgłos, zwłaszcza w filmach, gdy bohaterka w beżowym prochowcu biegnie chodnikiem. Nie ma nic milszego, niż stukot butów na ekranie. No, może poza momentem, gdy bohaterowie spożywają posiłki. Najbardziej lubię chwilę, gdy kończą przeżuwając potrawę i przechodzą do rozmowy*…

A ostatnio śniłam o wiośnie. Bardzo to było banalne: w głowie przewijała się zieleń, ciepło, ćwir ćwir, tirli tirli… I dziś, w drodze do pracy, ten sen się ziścił! Uderzyła mnie fala wiosennego powietrza, takiego pachnącego zielenią, słodyczą budzącego się życia i lekkością właściwą tylko wiośnie.

Wniosek: sny czasem się sprawdzają. Co prawda do wiosennej zieleni jeszcze daleko, ale tę zawsze można sobie spreparować.

Zatem:
hiacynt na parapet,
kuleczki z zielonym sosem na stół!



TAJSKIE KULECZKI

400 g białej ryby (ja miałam dorsza)
3 posiekane dymki
2 jajka
łyżka utartej skórki limonki
1 łyżka sosu rybnego
1 utarty ząbek czosnku
mąka ziemniaczana

Dymkę drobno siekam. Rybę miksuję pulsacyjnie, ale tak, by masa nie była zupełnie gładka. Mieszam rybę z dymką, jajkami, czosnkiem, sosem rybnym i ze skórką z limonki. Następnie solę masę. Potem zagęszczam masę mąką (daję ok. 3 płaskie łyżki mąki) i formuję małe kuleczki. Smażę na złoto z obu stron.
Podaję z sosem do maczania i ryżem.

SOS DO KULECZEK:

sok z 1 limonki
5 łyżek sosu sojowego
½ suszonego chili (pokruszonego)
ok. 1 cm korzenia imbiru
szczypiorek
ok. 2 łyżki brązowego cukru

Szczypiorek b. drobno siekam, imbir ucieram na drobnej tarce. Wszystkie składniki sosu mieszam z ok. ¼ szklanki ciepłej wody.



Uwagi:

1. Przepis na kuleczki pochodzi z WO, jest autorstwa A. Kręglickiej. Tutaj prezentuję moją wersję, bardziej sprecyzowaną i lekko zubożoną (bez pasty curry). Zamiast wersji rybnej, można też zrobić kulki w wersji mięsnej, używając mielonego mięsa z indyka lub kurczaka.

2. Kuleczki są przepyszne, a ich turlanie i smażenie to bardzo odprężające zajęcie. Jeśli nie przepadacie za rybą w zwykłej postaci, polecam przeistoczyć ją w kuleczki. Smakuje świeżo i delikatnie.

3. Sos do kuleczek to najcięższa sprawa, ponieważ trzeba go robić na wyczucie. Musi mieć bardzo wyrazisty smak: powinien być równie słony, co słodki, ostry i kwaśny. O słoność dba sos sojowy, o słodkość brązowy cukier, o ostrość chili i szczypiorek, o kwaśność limonka. Proporcje podane w przepisie potraktujcie umownie – ja dosładzałam sos w trakcie próbowania, po czym stwierdzałam, że jest za mało słony, a potem jeszcze dorzucałam doń szczypiorek. Zasada jest tylko jedna: to jest tak wyrazisty sos, że sam jest praktycznie niejadalny.

4. Działacie tak: na stole są trzy miseczki. W jednej kulki, w drugiej ryż, w trzeciej sos. Maczacie kulki w sosie, przegryzacie ryżem. Miło je się to wszystko pałeczkami, ale niektórzy nie mają do tego cierpliwości. W każdym razie, bardzo Wam to polecam, bo rzecz jest pyszna i wielce wiosenna.



*najlepiej, gdy jeszcze przetrą kąciki ust wykrochmaloną, śnieżnobiałą serwetką.

Etykiety: , , , ,