Na łysej gałęzi wiosenny ptak (paszteciki z mięsem do barszczu)



Brnę przez mokre chodniki, z przerażeniem spoglądając na moje wymęczone kozaczki, oblepione czymś, co przypomina resztki owsianki, jakie zostały w rondelku po śniadaniu.

Na dworze smętne resztki zimy.
Sikorka stara się skubnąć kawałek tłustego boczku, jaki powiesiłam w oknie. Kot biegnie po podwórku, zapadając się w wilgotnawym śniegu. Okrąglutka babcia w zielonym berecie stąpa po chodniku z gracją baletnicy, delikatnie i z rozwagą - tak, aby uniknąć upadku.

Wewnątrz resztki cierpliwości – niechaj to się już skończy!
Pragnienie wiosny rośnie w siłę. Narodziło pewnego zmrożonego poranka, gdy z łysej gałęzi doleciał do mnie śpiew wiosennego ptaka. Nie wiem, co to za jeden, ale na pewno go znacie – jego tirli tirli rodzi nadzieję, że już niebawem na tę ziemię
chłostaną wichrami,
targaną mrozami
i umorusaną szarością,
skapnie trochę ciepła.

W zamrażalniku resztki świąt.
Wyciągam zeń niebieski woreczek, rozgrzewam prodiż i po kilku minutach maczam kształtne, złotawe paszteciki w kubku gorącego barszczu. I choć na języku bożonarodzeniowe smaki, to w głowie jakby bardziej wielkanocnie.

I choć na dworze brudna biel, to w myślach pierwsze plamki zieleni.



PASZTECIKI Z MIĘSEM

(przepis na ok. 50 pasztecików)

na farsz:
1,5 kg mieszanego mięsa (wieprzowego - boczek lub łopatka i udziec indyczy)
2 cebule
4 ząbki czosnku
liść laurowy
sól i pieprz

na ciasto:
10 dag świeżych drozdży
200 g śmietany 12%
200 g margaryny do pieczenia
70 dag mąki
2 żółtka
2 białka (do posmarowania pasztecików)
1 jajko
1/2 łyżeczki cukru
płaska łyżeczka soli
ziarna sezamu (do posypania)

Najpierw farsz: mięso gotuję z cebulą, liściem laurowym i 4 ząbkami czosnku obranego ze skórki.
Następnie przepuszczam mięso przez maszynkę, doprawiam solą i pieprzem, a następnie przesmażam na patelni. Odstawiam do ostudzenia.

Ciasto robi się tak: mąkę siekam z margaryną, dodaję śmietanę, drożdże, jajko i żółtka, sól i cukier. Zagniatam ciasto. Gdy będzie odstawało od blatu, wałkuję je na kształt prostokąta. Wzdłuż placka układam wałek z mięsa, zawijam końce ciasta – wówczas powstaje rulon. Odcinam go od reszty ciasta i przekrawam w poprzek, odkładając na bok tak powstał paszteciki. Czynność powtarzam do zakończenia ciasta.

Paszteciki smaruję rozbełtanymi białkami i posypuję ziarnami sezamu. Układam na nasmarowanej tłuszczem blasze, piekę w 220 stopniach Celsjusza przez ok. 10-15 minut, aż będą złotawe.



Uwagi:

1.Paszteciki przywiozłam z domu, zrobiła je moja mamcia, czym złamała tradycję pasztecików z ciasta francuskiego, które – delikatnie rzecz mówiąc – już nam się przejadły. Te stanowiły miłą odmianę, były delikatne i puszyste. I chociaż jestem zwolenniczką bezmięsnych (grzybowych) pasztecików, te bardzo mi smakowały.

2. Zawiedzie się ten, kto uzna, że ów przepis pochodzi z rodzinnego kajetu i paszteciki według tej receptury przygotowywała już nasza prababcia. Mamcia oświadczyła, że wyszperała go w internecie, ale nie potrafiła wskazać źródła. Po pewnych poszukiwaniach znalazłam jego autorkę - Małgorzatę i jego pierwotne brzmienie. Tu podaję lekko zmodyfikowaną recepturę (główna zmiana to dodatek mięsa indyczego, które nadaje pasztecikom delikatniejszego smaku oraz sezamowa posypka, która dodaje im uroku).

3. Jeszcze jedna uwaga: takie "otwarte" paszteciki (z nadzieniem widocznym po bokach) robi się o wiele szybciej niż te zaklejane. Do tego uważam, że są ładniejsze, bo można wykroić niemal identyczne sztuki, co przy sklejaniu wychodzi tylko najwprawniejszym dłoniom.

Etykiety: , , , , , , ,