sobota, 16 stycznia 2010

Moje małe greckie zakupy



Nie cierpię kupować ubrań. Najpierw długie i nużące grzebanie w rzędach wieszaków, kolejki do przebieralni, potem jeszcze bardziej nużące mierzenie ubrań w obrzydliwym świetle jarzeniówek, w którym każdy wygląda jak członek rodziny Adamsów. Albo odwrotnie: podejrzliwe spoglądanie w nazbyt szczupłe odbicie w lustrze. Czy ono aby nie wyszczupla? Jeśli tak, to czy w rzeczywistości nie wyglądam w tej sukience w paski jak kiełbaska? Zakupy w sklepach z odzieżą to dla mnie naelektryzowane włosy, nadszarpnięta samoocena (to światło n a p r a w d ę fatalnie na mnie działa) i chudy portfel.

Co innego, gdy jest się w księgarni. Szperanie, wąchanie świeżych stron (każde wydawnictwo pachnie inaczej*), nadgryzanie fragmentów książki i tworzenie w myślach listy pozycji, które mieć muszę, bo inaczej się uduszę.

Albo wizyty w delikatesach… Nakrapiane marzeniami, podkręcane niesłabnącym apetytem wędrówki między półkami.

Patrz, patrz, jaka śliczna czekolada! Ekologiczna. Z pistacjami.

A ta herbata w różowej puszce, muszę ją mieć!

Oooo, parmezan na wagę, tańszy niż pakowany.

Orzechy makadamia, pyszne są… Szkoda, że tyle kosztują.

Ale suszonej cieciorki nie mają…

Jakie ładne piwo! Nie widziałam takich buteleczek dotychczas…

Uwielbiam te żelki!

Ciekawe, czy mają tu oliwki w oleju, pamiętasz te, co z Włoch przywiozłam, jakie były dobre?

Uwielbiam wizyty w delikatesach. I choć często w moim koszyku nie ląduje nic, co było przedmiotem mych zachwytów, to i tak wychodzę w dobrym nastroju, bo widziałam, bo dotknęłam, bo zapamiętałam. To jak oglądanie zdjęć tortów w Internecie – nigdy się tym nie najem, ale po obejrzeniu kilkudziesięciu stron będę czuć się nasycona.

Dziś na mojej drodze stanął pewien sklep. Ani market, ani delikatesy. Delikatesik raczej – taki był mały. Ale ile w nim było pyszności! Zwiedziłam każdą półkę, zerknęłam na każdy przedmiot, wypytałam się o oliwki, o ciasto fillo, o fetę, o chałwę i o sproszkowaną wanilię, zapakowaną w malutkie białe tubki z czerwonym korkiem.

Ze sklepu wyszłam z pudełkiem greckiego jogurtu i grubym plastrem fety.



PALUSZKI Z FETY

garść mąki
garść bułki tartej
jajko
kawałek fety

Fetę kroję w podłużne paski o szerokości (ok. 1 cm szerokości). Biorę trzy głębokie talerze, w jednym umieszczam mąkę, w drugim bułkę tartą, a w trzecim rozbełtane jajko.

Maczam paski fety w jajku, potem obtaczam w mące, maczam w jajku i na koniec w bułce tartej.

Smażę paluszki na złoty kolor. Można to robić w dużej ilości gorącego oleju (i odsączyć paluszki z nadmiaru tłuszczu), można to robić w kilku łyżkach tłuszczu. Ja wybrałam tę drugą opcję.
Podawać gorące!

Uwagi:

1.Pomysł od Marghe z CinCin. Dziękuję!

2. Paluszki smakują świetnie. Są chrupiące, słonawe, a ciepła feta ma miłą dla języka konsystencję. Można je podać jako zakąskę do wina, można wzbogacić je o chrupiącą bagietkę i prostą zieloną sałatę, uzyskując w ten sposób miły obiad.



*w zasadzie każda książka też ma inny zapach. Moja ukochana książka do wąchania to „Atlas Geograficzny dla dzieci”, który jest ze mną od zerówki. Ostatni wąchałam go jakiś rok temu, to niesamowite, ale on ciągle identycznie pachnie!


PS Dziękuję Wam – znajomi i nieznajomi – za WSZYSTKIE smsy!

53 komentarzy:

margot pisze...

ja mam podobnie w księgarni ,,siedzę" godzinami , w delikatesach tez długo
a kupowanie ubrań koszmar:D
a taka feta wygląda przepysznie , jeszcze takiej nie robiłam

Nina pisze...

są rzeczy, które smakują lepiej niż wyglądają

czekolady ekologiczne są bardzo często składnikiem paczek świątecznych; kilka z nich - które miałam okazję spróbować, nie były smaczne; wykorzystałam je więc do gotowania :)

niektóre rzeczy cieszą oko bardziej niż smakują

***

ja za to uwielbiam w sklepach zapach ziół: mięty i kolendry. W sklepie nie wypada wąchać je z prawdziwą rozkoszą, w domu po przyjściu z zakupami to już zupełnie co innego :)

Liska pisze...

Fajne zdjęcia :)
Ja mam podobnie - ubrania kupuję hurtowo. Nie cierpię łazić wśród wieszaków, przymierzanie to koszmar, zwłaszcza jak pod przymierzalnią stoi ekspedientka "No i jak". Nijak, mam ochotę odpowiedzieć. Ja potrafię się zatracić w sklepie z przyprawami...

majana pisze...

Piękne zdjęcia Aniu:)
Ja lubię kupować ubrania, przymierzac lubię srednio,no ale muszę, więc przymierzam. ;)
Tylko ja jakoś grubo wyglądam w przymierzalnianym lustrze ;))

Lubię kupować przyprawy, och uwielbiam i ..oliwy.. :)) Dziś dokonałam fantastycznego zakupu - oleju z orzechów włoskich i oliwy umbryjskiej :))

Pozdrawiam cieplutko w mroźny dzien:***

zemfiroczka pisze...

Hihi! To masz tak jak ja - księgarnia i zakupy spożywcze namiętnie, ale odzieżowe (głównie spodni) już mniej mnie cieszą - nie lubię się przebierać w przebieralniach.

Aha! Czytam "Heban" :)))

Jeszcze tydzień! :)

Ania pisze...

A ja uwielbiam targi, zwłaszcza latem, gdy mnóstwo warzyw i owoców - a w każdym kraju co innego przyciąga oko. I lubię małe sklepiki z naturalną i ekologiczną żywnością - no i księgarnie oczywiście! W nich tracę rachubę czasu.

Małgosia.dz pisze...

Aniu, chyba domyślam się, który sklep odwiedziłaś. :)
Piękne fotki, jak zawsze:) - aż ma człowiek ochotę wyciągnąć rękę. :) Szkoda, że trafia w przeszkodę w postaci monitora. :D Takie paluszki (dla mnie koniecznie z sałatą! :)) to zdecydowanie za cały obiad mogłyby mi posłużyć. Kocham takie proste jedzenie. :)

Kasia pisze...

Świetne! Chcę je zjeść! (:

arek pisze...

Jeju! swiat stanal na glowie!!! Obecna tutaj wiekszosc kobiet nie lubi kupowac ubran - a ja lubie:)))zgadzam sie ze swiatlem ( to problem, jak tez wielkosc samych przymiezalni i czesty brak hakow na ubrania), ale ja mam zawsze jasna wizje czego chce- to ulatwia...a jedzonko, tak tez super sobie poprzebierac a nawet podejrzec w jaki sposob ludzie tna mieso, ukladaja dekoruja. Dla tych, ktorzy sa lub beda w Londynie polecam odwiedzenie Whole Foods Market przy High Street Kensington- godzinami mozna nie wychodzic...
Paluszki palce lizac:)

Wyświetl mój pełny profil pisze...

Aniu, zglaszam sie po takiego pakuszka! mniam, feta, moja ukochana i to w takiej postaci!:) musi smakowac genialnie.

pozrawiam cieplo

kass pisze...

O tak! książki uwielbiam kupować, ja nie mogę wejść do księgarni w celu 'turystycznym' (jak mawiał mój tata-księgarz widząc 'nieklientów' tylko 'oglądaczy-turystów')...ja zawsze wychodzę z książką, co ja mówię z kilkoma... delikatesy to juz inny gatunek kupowania, czuję się tam jak ryba w wodzie...ciuchów nie kupuję często, częściej mój m mi kupuje niż ja sama :)
Paluszki sa pyszne, robiłam.
Pozdrawiam.

Tilianara pisze...

Anulko, ja mogę powiedzieć tym razem tylko jedno: i ja! i ja! - mam dokładnie tak samo - na zakupy ciuchów muszę się nastroić, a do księgarni czy delikatesów mogę iść obudzona w środku nocy :) Dziś miałam pełen zakupów dzień, ale na koniec choć padałam na pyszczek była szczęśliwa jak głupia - a dlaczego, bo kupiłam ładnego kurczaka i mogłam znów poćwiczyć porcjowanie :D Taki to już nasz kulinarny świr :)

No i paluszki z fety mmmm mniam mniam - właśnie pomyślałam o greckiej wersji sałatki cezara - z nimi w roli głównej, co Ty na to? :)
Buźka :*

KucharzyTrzech pisze...

Oj, ja ja Cię doskonale rozumiem... Też uwielbiam przejśc się po delikatesach. Popatrzeć. Powąchać. Pozerkać :)
Pozdrawiam

Nivejka pisze...

feta jest ok. Lubię. Ale z wszystkiego co greckie chyba najbardziej lubię ... jogurt. Gesty i kremowy :))))

Goś pisze...

Zgadzam się Aniu, chodzenie po sklepach z ciuchami to katorga. Mi najbardziej przeszkadzają TŁUMY.. Kiedy mogę, uciekam jak najdalej od takich miejsc.
Paluszki z fety widzę po raz pierwszy, muszę kiedyś spróbować, bo fetę uwielbiam!
Pozdrowienia serdeczne!:)

agatek pisze...

jak to jest, że zdążę sobie o czymś pomyśleć i następnego dnia widzę to na Twoim blogu? tak było ze smoothie teraz feta :))

a paluszki zrobię czym prędzej :)

też nie lubię chodzić po sklepach z ciuchami, ale najgorsze to wybrać dobre buty- nigdy nie wiem, czy są mi dobre, czy nie

agatek pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
agatek pisze...

aha! ale buty uwielbiam- oglądać i mieć duuużo :)

Betsy Petsy pisze...

A ja uwielbiam "nurkować" w tzw. szmateksach :)) ten dreszczyk emocji i nagle jest, coś ciekawego, i szybkie uruchomienie wyobraźni, jak to nosić, z czym , do czego ;) zupełnie odwrotnie niż w markowym sklepie odzieżowym, gdzie wszystko podane na tacy, łacznie z propozycją jak i do czego. No i cena, w tym pierwszym dodatkowa radość z zakupów ;)

Feta w takim wydaniu wygląda bardzo interesujaco, mniam :)

Polka pisze...

A właśnie wiesz Anulka ja lubię kupować ciuchy ale tylko w dwóch ulubionych sklepach. Gdzie wiem jak wszystko jest poukładane, gdzie mam szukać jakich kolorów i gdzie wiem że odnajdę swój styl. Do innych nawet nie wchodzę o nie. Buty? Owszem ale też w jednym sklepie. W Polsce :) Tu butów staram się nie kupować.
Przepis świetny, a 'apropo' PS toż to było wiadome :)

:* Buziak i miłej niedzieli

Patrycja pisze...

A ja się czułam jak freak, bo zawsze wąchałam książki i budziło to różne reakcje:)Miło nie być osamotnioną:)A na książki i rzeczy "do domu" mogę wydać każdą ilość pieniędzy;)
Natomiast z ubraniami mam ten sam problem, plusem jest to, że ja wiem czego chcę i wybieram ekspresowo, drugim plusem jest to, że tu w każdym sklepie można wszystko zwrócić w ciągu 2-4tygodni, więc czasem po prostu przymierzam w domu:)
Śliczne zdjęcie, to z jogurtem i fetą - moje ulubione:)

Uściski!

llooka pisze...

No to po kolei.
*Lubię kupować ciuszki w malutkim sklepie u mojej koleżanki. Wypycha mi torbę sukienkami, bluzkami i proponuje by przymierzyć w domu. Zawsze coś zostawiam, bo nie ma jak własne lustro! I ona o tym wie:)
*"Moja" księgarnia pamięta czasy PRL-u. Śmiejemy się z mężem, że zasłużyła sobie na miano antykwariatu, bo posiada jeszcze książki z minionej epoki;)
*Zdarzyło mi się kupić herbatę tylko dla jej opakowania. Przeterminowała się i nie została skonsumowana...
*Jeśli parmezan, to tylko na wagę! Masz go w nieskończoność i śmierdzi jak należy;)
*Orzechy piniowe ciągle dla mnie za drogie - magiczne 100zł za kg.!!
*A żelków nie znoszę:)!
A Ty Ciągle zmuszasz mnie do przemyśleń:)
Całuski:*

Ewa pisze...

To znaczy, ze nie jestem sama :D
Ciagle brakuje mi ciuchow, a gdy juz sie wysile by cos kupic to nie mam sily przymierzac. Bo i jak juz wyszukam ciucha to trzeba znalezc przymierzalnie, rozebrac sie, przymierzyc, poprzegldac w lustrze, znowu rozebrac, zastanowic w miedzyczasie, ubrac.. potem juz mi sie nie chce wracac po inny rozmiar... i zwykle laduje w ksiegarni :)
Smakowite paleczki z fety :)

atina pisze...

Takiej fety jeszcze nie jadłam, a greckie smaki uwielbiam :)
Co do zakupów, to lubię zakupy a ubrania, to najbardziej lubię kupować mojemu synkowi - na dziecięcych spędzam zawsze najwięcej czasu i jestem tam najczęściej. tak samo lubię zakupy w delikatesach, Kuchniach Świata:)

Delie pisze...

Opisałaś dokładnie to co czuję i myślę stojąc w przymierzalni:) Unikam kupowania ubrań w sezonie, gdzie mam na sobie więcej niż 2 warstwy ubrań. Najbardziej nie lubię tego ubierania i rozbierania się:( Może dlatego wiele ubrań kupuję w necie. I buty czasem też.
Piękne zdjęcia. Podoba mi się sposób w jaki potrafisz uchwycić w kadrze zwykłe przedmioty. I głębia ostrości.
Pozdrawiam!

believers pisze...

Paluszki z fety prezentują się wprost wyśmienicie a, że szczęśliwie dziś widziałam w Auchanie oragniczną fetę... z pewnością ją kupię i wypróbuję ten przepis ( nawet za cenę rozbełtania jaja brrr).

Książki dla książkowfilów to coś cudownego choc ja lubię też.... wstyd się może przyzac sklepy papiernicze (niezapisane, obiecujące, intrygujące połacie papeterii, czystego papieru, tuszu mmmm zapach ołówków świeżo zatemperowanych) i sklepów zoologicznych.

A spożywcze... cóż. Ekonomiczniej jest kupowac w dużych supermarketach, w mojej okolicy nie ma ryneczków a jeśli są, mają te same nafaszerowane chemią rzeczy. Łapię się więc na byciu zdrowym snobem kiedy rozpakowuje na tasmę swoje jarzyny, owoce, orzechy, bakalie, pestki i różne inne tego typu a tuż przed moimi produktami jadą parówy, mielonka w puszce, kola, piwsko, czipsy, trzy rodzaje ciast, które smakują jak piasek i możesz je podawac mniej więcej przez miesiąc od otworzenia paczuszki.

Ponoc mnisi buddyjscy (jakaś konretna filia ;), którzy nie jedzą mięsa ,raz do roku spożywają niewielki kawałek co ma temperowac ich ego w stosunku do "mięsożerców".

Zatem ja dziś w formie terapii jem wege burgery w paskudnej, chemicznej bułce :)

Pozdrawiam ciepło!

.agatka. pisze...

Ja z kolei zatracam się w sklepach z wszelkiego rodzaju przydasiami i domowymi bibelotami.
Mogłabym mieć je wszystkie, gdyby tylko przestrzeń mnie nie ograniczała... a tak, no cóż... jeszcze nie teraz.
Fetę w ten sposób przyrządzoną wprost uwielbiam. Do tego sałata z odrobiną oliwy i lampka wina. Albo butelka :)

ewelajna pisze...

Aniu, jakbym czytała o sobie... Najlepiej byłoby gdyby ktoś za mnie wykonał tę całą robotę z SZUKANIEM i PRZYMIERZANIEM, PRZYNIÓSŁ do domu a to by PASOWAŁO:) Jejku, ale byłabym szczęśliwa...:):):)

Książki... też zawsze MUSZĘ z czymś wyjść. Ostatnio... Hm... dorosły ze mnie człowiek... "Baśnie" Andersena i "Pan Kuleczka"

Aniu, jakbym to już jadła... Zrobię, bo proste i jednocześnie ciekawe, a zdjęcia urocze:)

maja m.miusow pisze...

feta brzmi odkrywczo, zwykle robilam z camembertem, do sprawdzenia;) pozdrawiam cieplo

Daria i Jarek pisze...

....hehehehe dolaczam sie do grona tych kobiet, ktore zakupy lubia ale raczej spozywcze i ksiazkowe...te paluszki z feta wygladaja wysmienicie i nie ukrywam, ze zaraz wskocze do kuchni bo akurat mam fete w lodowce.... dziekuje za pomysl na dzisiejsze popoludnie,
Daria

Krokodyl pisze...

Najbardziej lubię kupować książki. Ubrania - wiele naraz, raz na sto lat, by mieć to z głowy na jakis czas i nigdy nie rozumiem powiedzenia, ze kobiety aby sobie poprawić humor, to idą sobie kupić ciuszek. Ja zawsze sobie psuję humor - ubrania u nas za drogie, mało ciekawe, te przymierzanie, te lustra, w których wyglądam jakos inaczej - grubiej, starzej albo dziwnie za chudo. Gdy mi źle, to ide na spacer z psem albo kupuję coś do czytania, co pachnie świeżym drukiem. ;-) Fajnie, że nie jestem jedna.

Dajda pisze...

Kupowanie ubrań to ciężka rzecz - zgadzam się, że oświetlenie w sklepach jest paskudne, na dodatek od hałaśliwej muzyki boli głowa. Na szczęście większośc ubrań jestem w stanie sama sobie uszyc! :) Co innego książki, tu oglądanie to sama przyjemnośc.

buruuberii pisze...

Aniu, jak to sie dzieje ze po przymierzaniu ubran wlosy juz nigdy nie wygladaja tak samo? :-) Wiesz, mnie nawet nie drazni to swiatlo, bo czarne ciuchy zawsze sa czarne, ale fakt ze to jakis taki czas stracony, jak uz cos upoluje to oczywiscie sie ciesza, ale tak jak napisalas wycieczka do delikateso/delikatesikow to zabawa, czekoladki, oliwki... czasem, az zaluje ze nie da sie tego wszystkiego zjesc :D
Sliczne zdjecia Anulka, znam taka arabska fete w tym wydaniu - swietne i slone, 100% racji!
:*

karoLina pisze...

A ja nawet zakupy ubraniowe lubię, pod warunkiem, że nie muszę kupić nic konkretnego. Na przykład po drodze do supermarketu, który mieści się w centrum handlowym i jest głównym źródłem mojego zaopatrzenia, z przyczyny trywialnej, a mianowicie jego bliskości a nie (tylko) mojej dla supermarketów sympatii, wchodzę sobie do któregoś ze sklepów z ciuchami, byle jak omiatam wieszaki wzrokiem i dotykiem i nagle widzę coś, co po prostu koniecznie, ale to koniecznie trzeba przymierzyć. Jeśli stoję w obliczu przymusu zakupu butów albo spodni na przykład, nie dzieje się tak nigdy i miejsce mają te wszystkie straszne rzeczy, o których piszesz.

A wizyta w delikatesach lub sklepiku z różnymi pysznościami to przyjemność całkiem osobna i czasem w drodze to tegoż samego supermarketu wstąpię też do jednego z takich sklepików. I czasem też wypatrzę coś, co koniecznie mieć muszę.

Paluszki z fety wyglądają pysznie, chociaż twarde grecka feta jest tu nieodzowna, co stanowi pewien mankament (finansowy głównie) ale czasem można zaszaleć.

Pozdrowienia :)

viridianka pisze...

ja lubię zakupy ubraniowe, ale nie za często :)
muszę mieć dobry humor by w ogóle się na takowe wybrać, za to spożywcze poprawiają mi nastrój zawsze i wszędzie, nawet gdybym miała nic nie kupić to i tak uwielbiam! ;D

paluszki prezentują się niezwykle apetycznie, feta to ser a ja ser zjem w każdej postaci, w paluszkowej tym bardziej :)

pozdrawiam Aniu!

nadim pisze...

ojej! chyba wiem o jaki atlas chodzi. też uwielbiam jego zapach. miałam taki kiedy byłam mała, ale potem gdzieś przepał bez wieści. a kilka tygodni temu u mojego kolegi ze szkoły znalazłam taki sam. i jeszcze pachnie :D on też uwielbia go wąchać :)

aga-aa pisze...

też nie znoszę zakupów ubraniowych, a w delikatesach zachowuję się jak Ty, a Oczko zawsze się ze mnie smieje, że zwiedzam a nie kupuję ;)

zemfiroczka pisze...

No jak się jeździ na wycieczki do Almy ;)PP

Ale ja też ostatnio często jako turystka ;)))

migdałowa pisze...

Pięknie opisujesz tak proste, codzienne rzeczy Aniu.
Mogłabym się pod Twoimi słowami podpisać, chociaż ostatnio coraz bardziej lubię kupować także i ubrania, co jeszcze rok temu budziło we mnie tylko uczucia człowieka zmuszanego do strasznych katuszy ;)

Monika. L pisze...

Paluszki ogromnie apetyczne.

To zabawne i ciekawe, że tak wiele Gotujących, nie lubi tracić czasu w sklepach z ubraniami...
I ja wolę przekopywać półki z książkami, siedzieć godzinę w pasmaneterii i kupować 15 wstążek po 40 cm i lubię małe "delikatesiki".
Ostatnio trafiłam na taki, kiedy zabłądziłam odwożąc auto do warsztatu...pianki, prawidze amaretii, sery, kawa...
I tak malutko miejsca, że ledwo jedna osoba mieściła się między dwoma regałami :)

całusy Aniu.
M.

amarantka pisze...

Aniu, Twoje paluszki z fety wyglądają wspaniale. Piękne zdjęcia.

A zakupy... ubrania najchętniej w godzinach, gdy wszyscy inni są w pracy/szkole/gdzie indziej. Zawsze z planem - wiem, czego chcę, wiem, gdzie chcę to znaleźć. I w samotności.
Natomiast w księgarniach i delikatesach... lubię tam wchodzić choćby tylko po to, żeby ich powietrzem poodychać i oczy nacieszyć :)

Ewa pisze...

Tak dawno nie byłam na zakupach, że marzy mi się weekend w przebieralniach ;) Prawdopodobnie po dwóch godzinach zmieniłabym zdanie, ale w tej chwili dałabym się bez proszenia wyciągnąć do sklepów na wyprzedaże. A delikatesowe szaleństwo uwielbiam zawsze i wszędzie. Szczególnie w miejscach, w których jestem po raz pierwszy, które dopiero odkrywam i smakuję :) Jak podrosną dzieci, może zacznę realizować swoje marzenia podróży kulinarnych. Zdjęcia piękne. I smaczne :)

Cynamon pisze...

Paluszki z fety... Język mam normalnie do kolan ;)

fellunia pisze...

Nie wiem czy miałam ten sam atlas, ale jego zapach pamiętam do dziś :D
Paluszki fajoskie!

Anoushka pisze...

ale to musi byc dobre!
zdjecia... totalny opad szczeki!!!
piekne!

pozdrawiam serdecznie

Joanna D.C. pisze...

Aniu, ale sie usmialam, szczegolnie z tych naelektryzowanych wlosach w przymiezalniach !!! Zgadzam sie z Toba w 100% nie ma dla mnie bowiem gorszej rzeczy, jak kupowanie ubran... uh...no i te wlasnie naelektryzowane wlosy !!! Potrafie natomiast spedzac godziny w sklepach spozywczych, na farmach, badz tez w sklepach z kuchennymi gadzetami. Paluszki z fety wygladaja niezmiernie kuszaco :)

Dajda pisze...

A zapomniałam spytac, jak wygląda ten atlas dla dzieci? Wielkości A4, żółta okładka z dwójką dzieci trzymającą eliptyczny glob ziemski? :)

Piegowata pisze...

A ten atlas to taki z chłopcem i dziewczynką na okładce? Bo jeśli to ten, to też znam jego zapach - specyficzny - należy do Krzyśka i to On całe dzieciństwo wertował jego strony w poszukiwaniu nowych miejsc - dziś załamuje mnie znajomością wszystkich stolic świata :)
A paluszki kuszą tak bardzo, że chciałabym je wykraść z Twoich zdjęć:)

Ania vel Vespertine pisze...

Ja tak na szybciutko (jt postaram się popracować nad porządnymi odpowiedziami:), muszę wyjaśnić kwestię atlasu, bo mnie zadziwiłyście tym, że wiedziałyscie, jaki to atlas! To niesamowite :) Wszystko się zgadza - żółta okładka, dzieci i kula ziemska, a do tego najcudowniejszy zapach, jaki może mieć książka ;)

pozdrawiam!

Olciaky pisze...

Tak!
Jak ja uwielbiam zapach książek z dzieciństwa. One sprawiają, że przenoszę się o jakieś 10 lat wstecz:)
Także uwielbiam robić zakupy w Delikatesach, to jak poczucie, że ma się wszystko, a zarazem nie ma się nic oprócz przysłowiowej "marchewki z groszkiem".

believers pisze...

Tez mialam ten atlas. I faktycznie pachnial specyficznie. Uwielbialam go do tego stopnia, ze sie rozpadl. Pamietam jego gladkie kartki.

Nie wiem tez dlaczego ale moje szkolne podreczniki z geografii i religii zdawały mi sie pachniec rybą :)

agatek pisze...

Żółta okładka i dzieci! ja też miałam taki atlas, nawet 2- jeden został sprezentowany koleżance :)

Jeanette pisze...

Feta! Mniam! Sprawdzę... i jeszcze tu wrócę ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...