Orzechowa rewolucja


Wróciłam do Gdańska, zaopatrzona w karton pełen smakołyków, które osłodzą mi samotną zimę. Mam tu aromatyczny dżem truskawkowy, złocisty renglotowy, sok malinowy, wiśniowy, letnie pomidory zamknięte w słoikach, a także wór orzechów. Zarówno laskowych, jak i włoskich...

Przez cały wrzesień chodziłam do ogrodu i zbierałam orzechy. Najpierw z malutkim koszyczkiem, który szybko przestał wystarczać, potem z papierową torbą, aż w końcu musiałam przerzucić się na wielki worek- to była orzechowa powódź!

Najprzyjemniejsze było łuskanie zebranych przed chwilą, świeżych, soczystych jeszcze orzechów... Z orzechów włoskich zdrapywałam gorzką skórkę i rozkoszowałam się ich czystą słodyczą. I choć przez kilka tygodni- nie mogąc doszorować dłoni- chodziłam z brązowymi palcami, to naprawdę niewielkie poświęcenie z mojej strony. Ten smak pojawia się tylko raz w roku.

Jesienny smak...


Etykiety: ,