piątek, 1 lipca 2016

Karmienie niemowlaka od szóstego miesiąca życia, czyli nasze posiłki z Olutkiem, cz. I


Uwaga nr 1: to będzie post o karmieniu dzieci, więc jeśli nie macie dzieci, nie interesuje Was temat dzieci, a zaśliniona buzia i upaprane ręce malucha raczej Was brzydzą, niż śmieszą, uciekajcie. Już za chwilę obiecuję coś "dorosłego"!

Uwaga nr 2: po fachowe porady związane z żywieniem dzieci zajrzyjcie na strony Instytutu Matki i Dziecka lub skonsultujcie się z lekarzem. Opisuję tu moje podejście do tematu karmienia dzieci, oparte na moim "egzemplarzu".


Wstęp

Wiele z Was pyta mnie, jak karmię Ola. Na początku jego przygody z jego jedzeniem sama szukałam inspiracji i pomysłów, więc domyślam się, że ten post może być przydatny. Na początku zaznaczę, że wszystkie produkty, jakie mu podaję, wcześniej testuję, czyli podaję dwa razy w minimalnej ilości by sprawdzić, czy nie ma reakcji alergicznej. Jak dotychczas żaden produkt nie wywołał uczulenia u małego - może to kwestia treningu, jaki miał w brzuchu i tuż po narodzinach? Gdy będąc w ciąży pozbyłam się zgagi (gdzieś w II trymestrze...), jadłam to, na co miałam ochotę, więc Olek poznawał różne smaki. Również podczas karmienia nie uległam nigdy przekonaniom, że matka karmiąca musi  bardzo selekcjonować swoje jedzenie, że nie można zjeść śledzia, cebuli, czosnku czy truskawek. Jadłam wszystko, w rozsądnych ilościach oczywiście. Nie zaobserwowałam nic niepokojącego w zachowaniu i zdrowiu Olutka.

poniedziałek, 20 czerwca 2016

#5 Przepisy na jedną rękę: tartaletki truskawkowe z chia



Podpytywałam na Facebooku, czy interesuje Was przepis na tartaletki, które widzicie na zdjęciach, bo rzecz jest tak banalna, że aż wstydzę się o niej pisać. Zachęcona Waszą reakcją spisałam recepturę i szybciutko ją publikuję, póki trwa sezon na truskawki! 

Jak to ostatnio u mnie bywa, przepis na jedną rękę, czyli szybka i łatwa rzecz do zrobienia z małym dzieckiem na rękach/plecach albo ręką przy wózku/bujaczku. Inne przepisy na jedną rękę znajdziecie tutaj (crumble truskawkowe z płatkami owsianymi i olejem kokosowym i chia, babeczki podwójnie czekoladowe, pyszną granolę, zielony sos tahini i obłędne ziemniaki w kratkę).

A więc tak:

SZYBKIE TARTALETKI Z TRUSKAWKAMI

1 porcja kruchego ciasta z tego przepisu (klik)
ok. 1,5 szklanki wyszypułkowanych truskawek
4 łyżeczki dżemu morelowego (lub innego)
2 łyżeczki nasion chia (opcjonalnie)
gruby cukier do posypania

Zagniatam ciasto wg tego (klik) przepisu. Formuję w kulkę, chłodzę w zamrażarce 10-15 minut. Następnie kroję ciasto w 4 plastry i każdym z nich wyściełam foremkę (można to też zrobić w zwykłej formie do tart). Aby ciastka wychodziły, dobrze przed położeniem warstwy kruchego ułożyć dwa paseczki papieru do pieczenia.

Ciasto podpiekam w 190 st. C. przez 10 minut. Następnie na każdym ze sposób rozsmarowujemy po łyżeczce dżemu, wysypujemy po 1/2 nasionek chia i układamy kilka pokrojonych w plastry truskawek. Posypujemy cukrem i pieczemy ok. 15 minut w 180 st. C.

Z foremek wyjmujemy ciacha dopiero, gdy ostygną - inaczej mogą się rozwalić.



Uwagi:

1. Kruche ciasto robię z cukrem pudrem, jest delikatniejsze. Pracusiom polecam zrobić podwójną porcję, zamrozić połowę, dzięki czemu zawsze będziecie mieć pod ręką kruche ciasto na takie szybkie wypieki.

2. Chia dobrze wiąże wodę, więc nie ma obaw, że truskawki puszczą sok i rozmiękczą ciasto. To pomysł od Dominiki Wójciak, który wykorzystałam już w jej pysznym owsiano-kokosowym crumble truskawkowym (klik!).

wtorek, 14 czerwca 2016

Wiosenne aktywności (i ekspresowa tarta z botwinką)



Ostatnio mnie tu mało, bo:

- piszę felietony dla trójmiasto.pl, (klik; ostatnio zawitałam na targu, o czym poczytacie tutaj)
- skończyłam robić ciekawą i pyszną sesję dla Kukbuka, efekty już niebawem
- szperam w starych książkach kucharskich w poszukiwaniu inspiracji do kolejnego felietonu Retrogotowanie dla Kukbuka*
- gotuję i robię zdjęcia do książki, która ujrzy światło dzienne pod koniec roku

wtorek, 24 maja 2016

#4 Przepisy na jedną rękę: granola z oliwą Nigelli Lawson (z "Po prostu Nigella")



W każdym porządnym domu, a przynajmniej w domu porządnego zjadacza, tfu!, spijacza mleka (krowiego, roślinnego, co kto lubi i może), powinien stać słoik domowej granoli. Nie bladych, przesłodzonych płatków ze sklepowej półki. 

I jeśli macie tysiąc wymówek związanych z brakiem domowej granoli, weźcie pod uwagę, że taki słoik stoi nawet w domu zapracowanej matki z kilkumiesięcznym synkiem uwieszonym na ramieniu. 

Granolę przygotowuje się w pięć minut, na dodatek wystarczy wymieszać jej składniki w jednej misce, więc pracy tu naprawdę tyle co nic. Można to zrobić z dzieckiem na rękach/w nosidełku, można to robić jedną ręką, a drugą karmić dziecko. Można też zaszaleć i zrobić to, jak pan Bóg przykazał, dwiema rękami, podczas gdy dziecko pięć minut spędzi na macie edukacyjnej. A jeśli dziecka brak, można porzucić rozmyślania logistyczne i radośnie zabrać się do pieczenia.

Zawsze kiedy robię nową granolę, wydaje mi się, że nie przebije poprzedniej. I jak dotychczas zawsze ją przebijała - ostatnio zatrzymałam się na tej fantastycznej mieszance (klik! - tu z miechunką i wiśnią; nota bene przepis spodobał się również Rossmanowi i po kosmetycznych przeróbkach umieścił go w majowym wydaniu gazetki promocyjnej, ale bez wskazania źródła, klasyka). Ale jakiś miesiąc temu odkryłam granolę z oliwą Nigelli Lawson i chyba muszę pożegnać się z tamtą recepturą. Obecna królowa jest bardziej sypka i chrupiąca niż poprzednia, ale jej główną zaletą jest fakt, że nie trzeba na nią mocno uważać podczas pieczenia. Poprzednie lubiły się przypalać, jeśli się ich nie doglądało.

To kolejny przepis z książki, którą jedni uwielbiają, a inni nie cierpią - "Po prostu Nigella". Ja należę do tej pierwszej grupy, znalazłam w tej pozycji wiele dań, które okazują się hitami. Łączy je prostota i to, że robią się  szybko. Wiem, że ta wersja Nigelli Lawson spotkała się krytyką - że czasem jest za prosto, że zdjęcia nieapetyczne. Ja lubię tę prostotę, która często jest bardzo odkrywcza i z pewnością nie jest banalna. I lubię zdjęcia, które po prostu pokazują potrawy. Bez stylizacji, bez cudów, widzę na nich jedzenie, które do mnie przemawia. W "Po prostu..." bardzo podoba mi się też grafika - prosta czcionka, jasny, czytelny, nieprzeładowany układ.

Na blogu pojawiły się już receptury z "Po prostu...": genialne ziemniaczki w kratkę  i zielony sos tahini (przepisy tutaj - klik).

GRANOLA Z OLIWĄ
300 g płatków owsianych (nie błyskawicznych)
2 łyżeczki mielonego imbiru
2 łyżeczki mielonego cynamonu
1/4 łyżeczki soli
100 g migdałów w skórce
75 g pestek słonecznika
75 g pestek dyni
50 g siemienia lnianego
50 g płatków migdałowych
50 g nasion sezamu
125 ml oliwy extra vergine
125 ml syropu klonowego (dałam ok. 100 ml)

Do miski wsypuję suche składniki, mieszam. Wlewam syrop klonowy i oliwę, mieszam i wykładam na dużą blachę. 

Piekę w 150 st. C. przez 30 minut, a następnie mieszam ją i piekę kolejne 30 minut. Pozostawiam w uchylonym piekarniku do ostygnięcia. 

Zimną przekładam do słoika.

Uwagi:

1. Receptura: Nigella Lawson, "Po prostu Nigella".
2. Granola bez cukru, a z syropem klonowym. Cudownie sypka, chrupiąca, złota. Najlepsza, bez dwóch znań.

środa, 18 maja 2016

Przepisy na jedną rękę #3 (owsiano-migdałowe crumble z rabarbarem i masłem kokosowym) i kolejnej książce Dominiki Wójciak "Ziarno"

 

Bukiet rabarbaru, szparagów, bzu i konwalii to moje ulubione majowe wiązanki. Spacerując ulicami Gdańska, wypatruję babć, które lubią przycupnąć na zydelku i pomiędzy wełnianymi skarpetkami sprzedawać bukieciki konwalii, z kolei bez szabruję samodzielnie w moich sprawdzonych miejscówkach. Chociaż w tym roku mogę poszczycić się własnym krzakiem "wyposażonym" w sześć (tak, s z e ś ć ) pachnących kwiatostanów. To moja największa radość ogrodnicza, po trzech latach zakwitł mój krzaczek.

poniedziałek, 16 maja 2016

Zamiana ról, czyli szalone możliwości w TK Maxx



Moje wizyty w sklepach z ubraniami zwykle wyglądają tak, że wbiegam do ulubionego miejsca po ulubiony fason w bezpiecznym kolorze i na tym kończy się moja przygoda z modą. Tym razem było inaczej: za zaproszenie TK Maxx wzięłam udział w wyzwaniu w ramach kampanii "SZALONE MOŻLIWOŚCI" (o co chodzi, wyjaśniłam w poprzednim wpisie, klik). 

czwartek, 12 maja 2016

Jak zostałam blogerką modową, czyli "Szalone możliwości" z TK Maxx


Dworzec Gdańsk Wrzeszcz, szósta trzydzieści. Sączę niedobrą kawę z jedynego czynnego lokalu, za piętnaście minut przyjedzie mój pociąg. Czuję się jak w podstawówce, kiedy po raz pierwszy jechałam na wycieczkę szkolną - ekscytacja, radość, niecierpliwość. Po raz pierwszy od roku wyjeżdżam gdzieś sama, bez obstawy chłopaków, synka i męża.

Dwie kawy, sto dziesięć stron książki "Rzeczy. Iwaszkiewicz intymnie" i cztery godziny później jestem w Warszawie, w sklepie TK Maxx. A wszystko dlatego, że zostałam zaproszona do podjęcia wyzwania w ramach kampanii "SZALONE MOŻLIWOŚCI", celebrującej poszukiwanie tego co zaskakujące w TK Maxx, kiedy to wyprawa do tego sklepu po ceramiczną miseczkę kończy się kupnem pary pięknych szpilek w okazyjnej cenie. 

wtorek, 3 maja 2016

Z pola łąki lasu: czosnek niedźwiedzi

Osiemnasty kilometr spaceru. Nagle przed oczami staje nam wielkie "pole" niedźwiedziego czosnku. Można pomyśleć, że to fatamorgana, ale intensywny, charakterystyczny zapach stanowi niezbity dowód na to, że to się dzieje naprawdę. Oto stoimy w samym środku zielonego morza o aromacie czosnku...

środa, 20 kwietnia 2016

Macierzyństwo to nie ładne zdjęcie na Instagramie

Piętnastego kwietnia Olek skończył sześć miesięcy. Gdy pod koniec października po kolejnej ciężkiej nocy słyszeliśmy, że jak będzie miał pół roku, to z pewnością będzie lepiej, wydawało mi się to tak nierealne, tak odległe, jak moje pięćdziesiąte urodziny. Dzisiaj siedzimy na kanapie obok sześciomiesięcznego syna i zastanawiamy się, jakim cudem to tak szybko zleciało.

Na początku wydawało mi się, że wpadłam w czarną dziurę i nigdy nie wyskoczę z trybu karmienia Ola 10, a nawet 12 razy dziennie, że nie prześpię w jednym ciągu więcej niż dwie godziny, a wyjście z domu już zawsze będzie musiało zmieścić się w przedziale trzech godzin. Początkowo czułam się źle, bo to całkowite zredukowanie do roli butli z mlekiem połączone z kondycją, w jakiej ciało i umysł są po porodzie, nie rokuje dobrze. I owszem, jest ocean miłości, szczęścia i radości, ale są w nim wielkie i silne prądy smutku, poczucia beznadziei i zmęczenia. Potem przyzwyczaiłam się do tego trybu i zaakceptowałam moją ówczesną sytuację.

czwartek, 14 kwietnia 2016

Przepisy na jedną rękę #2 (pieczone ziemniaki w kratkę i zielony sos tahini Nigelli Lawson)


Babeczki na jedną rękę (klik) spotkały się z dużym odzewem. Jak można było się domyślać, grono zainteresowanych szybkim gotowaniem jest duże. Dostałam od Was sporo pytań o inne przepisy "na jedną rękę" i pomyślałam sobie, że warto z tego zrobić mały cykl. Będzie to o tyle łatwe, że obecnie większość dań, które pojawiają się na naszym stole*, robię z Olutkiem na rękach.

To, co jeszcze łączy wszystkie te potrawy "na jedną rękę", to jeszcze czas przygotowania  - mam na nie maksimum pół godziny, bo tyle czasu Olo wytrzymuje w nosidełku w jednym miejscu. Potem niestety zaczyna się wiercić i wymusza na mnie wędrówki po domu lub zabawy stacjonarne, na kanapie lub wyspie. Tak, należę do tych mam, które nie mogą "odstawić" dziecka do samodzielnej zabawy albo ułożyć go w bujaczku i mieć pół godziny spokoju.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...