wtorek, 24 maja 2016

#4 Przepisy na jedną rękę: granola z oliwą Nigelli Lawson (z "Po prostu Nigella")



W każdym porządnym domu, a przynajmniej w domu porządnego zjadacza, tfu!, spijacza mleka (krowiego, roślinnego, co kto lubi i może), powinien stać słoik domowej granoli. Nie bladych, przesłodzonych płatków ze sklepowej półki. 

I jeśli macie tysiąc wymówek związanych z brakiem domowej granoli, weźcie pod uwagę, że taki słoik stoi nawet w domu zapracowanej matki z kilkumiesięcznym synkiem uwieszonym na ramieniu. 

Granolę przygotowuje się w pięć minut, na dodatek wystarczy wymieszać jej składniki w jednej misce, więc pracy tu naprawdę tyle co nic. Można to zrobić z dzieckiem na rękach/w nosidełku, można to robić jedną ręką, a drugą karmić dziecko. Można też zaszaleć i zrobić to, jak pan Bóg przykazał, dwiema rękami, podczas gdy dziecko pięć minut spędzi na macie edukacyjnej. A jeśli dziecka brak, można porzucić rozmyślania logistyczne i radośnie zabrać się do pieczenia.

Zawsze kiedy robię nową granolę, wydaje mi się, że nie przebije poprzedniej. I jak dotychczas zawsze ją przebijała - ostatnio zatrzymałam się na tej fantastycznej mieszance (klik! - tu z miechunką i wiśnią; nota bene przepis spodobał się również Rossmanowi i po kosmetycznych przeróbkach umieścił go w majowym wydaniu gazetki promocyjnej, ale bez wskazania źródła, klasyka). Ale jakiś miesiąc temu odkryłam granolę z oliwą Nigelli Lawson i chyba muszę pożegnać się z tamtą recepturą. Obecna królowa jest bardziej sypka i chrupiąca niż poprzednia, ale jej główną zaletą jest fakt, że nie trzeba na nią mocno uważać podczas pieczenia. Poprzednie lubiły się przypalać, jeśli się ich nie doglądało.

To kolejny przepis z książki, którą jedni uwielbiają, a inni nie cierpią - "Po prostu Nigella". Ja należę do tej pierwszej grupy, znalazłam w tej pozycji wiele dań, które okazują się hitami. Łączy je prostota i to, że robią się  szybko. Wiem, że ta wersja Nigelli Lawson spotkała się krytyką - że czasem jest za prosto, że zdjęcia nieapetyczne. Ja lubię tę prostotę, która często jest bardzo odkrywcza i z pewnością nie jest banalna. I lubię zdjęcia, które po prostu pokazują potrawy. Bez stylizacji, bez cudów, widzę na nich jedzenie, które do mnie przemawia. W "Po prostu..." bardzo podoba mi się też grafika - prosta czcionka, jasny, czytelny, nieprzeładowany układ.

Na blogu pojawiły się już receptury z "Po prostu...": genialne ziemniaczki w kratkę  i zielony sos tahini (przepisy tutaj - klik).

GRANOLA Z OLIWĄ

300 g płatków owsianych (nie błyskawicznych)
2 łyżeczki mielonego imbiru
2 łyżeczki mielonego cynamonu
1/4 łyżeczki soli
100 g migdałów w skórce
75 g pestek słonecznika
75 g pestek dyni
50 g siemienia lnianego
50 g płatków migdałowych
50 g nasion sezamu
125 ml oliwy extra vergine
125 ml syropu klonowego (dałam ok. 100 ml)

Do miski wsypuję suche składniki, mieszam. Wlewam syrop klonowy i oliwę, mieszam i wykładam na dużą blachę. 

Piekę w 150 st. C. przez 30 minut, a następnie mieszam ją i piekę kolejne 30 minut. Pozostawiam w uchylonym piekarniku do ostygnięcia. 

Zimną przekładam do słoika.

Uwagi:

1. Receptura: Nigella Lawson, "Po prostu Nigella".
2. Granola bez cukru, a z syropem klonowym. Cudownie sypka, chrupiąca, złota. Najlepsza, bez dwóch znań.

środa, 18 maja 2016

Przepisy na jedną rękę #3 (owsiano-migdałowe crumble z rabarbarem i masłem kokosowym) i kolejnej książce Dominiki Wójciak "Ziarno"

 

Bukiet rabarbaru, szparagów, bzu i konwalii to moje ulubione majowe wiązanki. Spacerując ulicami Gdańska, wypatruję babć, które lubią przycupnąć na zydelku i pomiędzy wełnianymi skarpetkami sprzedawać bukieciki konwalii, z kolei bez szabruję samodzielnie w moich sprawdzonych miejscówkach. Chociaż w tym roku mogę poszczycić się własnym krzakiem "wyposażonym" w sześć (tak, s z e ś ć ) pachnących kwiatostanów. To moja największa radość ogrodnicza, po trzech latach zakwitł mój krzaczek.

poniedziałek, 16 maja 2016

Zamiana ról, czyli szalone możliwości w TK Maxx



Moje wizyty w sklepach z ubraniami zwykle wyglądają tak, że wbiegam do ulubionego miejsca po ulubiony fason w bezpiecznym kolorze i na tym kończy się moja przygoda z modą. Tym razem było inaczej: za zaproszenie TK Maxx wzięłam udział w wyzwaniu w ramach kampanii "SZALONE MOŻLIWOŚCI" (o co chodzi, wyjaśniłam w poprzednim wpisie, klik). 

czwartek, 12 maja 2016

Jak zostałam blogerką modową, czyli "Szalone możliwości" z TK Maxx


Dworzec Gdańsk Wrzeszcz, szósta trzydzieści. Sączę niedobrą kawę z jedynego czynnego lokalu, za piętnaście minut przyjedzie mój pociąg. Czuję się jak w podstawówce, kiedy po raz pierwszy jechałam na wycieczkę szkolną - ekscytacja, radość, niecierpliwość. Po raz pierwszy od roku wyjeżdżam gdzieś sama, bez obstawy chłopaków, synka i męża.

Dwie kawy, sto dziesięć stron książki "Rzeczy. Iwaszkiewicz intymnie" i cztery godziny później jestem w Warszawie, w sklepie TK Maxx. A wszystko dlatego, że zostałam zaproszona do podjęcia wyzwania w ramach kampanii "SZALONE MOŻLIWOŚCI", celebrującej poszukiwanie tego co zaskakujące w TK Maxx, kiedy to wyprawa do tego sklepu po ceramiczną miseczkę kończy się kupnem pary pięknych szpilek w okazyjnej cenie. 

wtorek, 3 maja 2016

Z pola łąki lasu: czosnek niedźwiedzi

Osiemnasty kilometr spaceru. Nagle przed oczami staje nam wielkie "pole" niedźwiedziego czosnku. Można pomyśleć, że to fatamorgana, ale intensywny, charakterystyczny zapach stanowi niezbity dowód na to, że to się dzieje naprawdę. Oto stoimy w samym środku zielonego morza o aromacie czosnku...

środa, 20 kwietnia 2016

Macierzyństwo to nie ładne zdjęcie na Instagramie

Piętnastego kwietnia Olek skończył sześć miesięcy. Gdy pod koniec października po kolejnej ciężkiej nocy słyszeliśmy, że jak będzie miał pół roku, to z pewnością będzie lepiej, wydawało mi się to tak nierealne, tak odległe, jak moje pięćdziesiąte urodziny. Dzisiaj siedzimy na kanapie obok sześciomiesięcznego syna i zastanawiamy się, jakim cudem to tak szybko zleciało.

Na początku wydawało mi się, że wpadłam w czarną dziurę i nigdy nie wyskoczę z trybu karmienia Ola 10, a nawet 12 razy dziennie, że nie prześpię w jednym ciągu więcej niż dwie godziny, a wyjście z domu już zawsze będzie musiało zmieścić się w przedziale trzech godzin. Początkowo czułam się źle, bo to całkowite zredukowanie do roli butli z mlekiem połączone z kondycją, w jakiej ciało i umysł są po porodzie, nie rokuje dobrze. I owszem, jest ocean miłości, szczęścia i radości, ale są w nim wielkie i silne prądy smutku, poczucia beznadziei i zmęczenia. Potem przyzwyczaiłam się do tego trybu i zaakceptowałam moją ówczesną sytuację.

czwartek, 14 kwietnia 2016

Przepisy na jedną rękę #2 (pieczone ziemniaki w kratkę i zielony sos tahini Nigelli Lawson)


Babeczki na jedną rękę (klik) spotkały się z dużym odzewem. Jak można było się domyślać, grono zainteresowanych szybkim gotowaniem jest duże. Dostałam od Was sporo pytań o inne przepisy "na jedną rękę" i pomyślałam sobie, że warto z tego zrobić mały cykl. Będzie to o tyle łatwe, że obecnie większość dań, które pojawiają się na naszym stole*, robię z Olutkiem na rękach.

To, co jeszcze łączy wszystkie te potrawy "na jedną rękę", to jeszcze czas przygotowania  - mam na nie maksimum pół godziny, bo tyle czasu Olo wytrzymuje w nosidełku w jednym miejscu. Potem niestety zaczyna się wiercić i wymusza na mnie wędrówki po domu lub zabawy stacjonarne, na kanapie lub wyspie. Tak, należę do tych mam, które nie mogą "odstawić" dziecka do samodzielnej zabawy albo ułożyć go w bujaczku i mieć pół godziny spokoju.

piątek, 8 kwietnia 2016

Przepisy na jedną rękę, czyli z dzieckiem w kuchni (podwójnie czekoladowe babeczki Nigelli Lawson)


Kiedy rodziło się moje zainteresowanie kulinariami, dzieliłam przepisy na słodkie i słone, przy czym jedynie słodkie mnie interesowały. Szerokim łukiem omijałam receptury mięsne czy warzywne. Kilka lat później interesowały mnie przepisy, które wcześniej ignorowałam, a straciłam zaś zainteresowanie słodkości, które tak mnie niegdyś pociągały. Potem pojawiały się u mnie przelotne miłostki do pewnych grup przepisów  - od fascynacji muffinami począwszy (zamiłowanie do muffinów to cecha charakterystyczna początkujących kucharzy), po sympatię do tart, dań makaronowych czy klasyków kuchni polskiej. Powrót do naszych rodzimych receptur to moja niedawna faza kulinarna, bo przychodzi taki dzień, kiedy człowiek uświadamia sobie, że przyrządzał już setki curry, ucierał kilogramy hummusu, gotował tryliony włoskich past i francuskich kiszów, a nigdy nie zrobił np. zupy ogórkowej czy kotletów mielonych.

wtorek, 22 marca 2016

Nasza słodka Wielkanoc


Przygotowania świąteczne jeszcze u nas w powijakach, bo nie mamy jeszcze nawet świątecznej listy (mamusiu, co to będzie!). Ale na szczęście jest lista sprzed roku, więc zawsze możemy z niej skorzystać.

W ubiegłym roku nie byłam zainteresowana menu świątecznym, bo jadłam głównie puree ziemniaczane i kanapki z szynką. Biała kiełbasa - za intensywna, ciasta - słodkie (a na słodkie ochoty nie miałam), ćwikła - za ostra, żurek - za kwaśny (zgaga!), sos tatarski - za kwaśny... 

Jajka farbowane naturalnymi barwnikami;
Niemniej jednak materiał zdjęciowy pozostał i może posłużyć za inspirację. A więc po kolei:  orzechowy mazurek z koglem-moglem i cytrynową nutą to już nasz świąteczny klasyk. Przepis znajdziecie tutaj. Ten mazurek robi się bardzo szybko i nie ma opcji, by nie wyszedł!

poniedziałek, 14 marca 2016

Lapidaria rzymskie, cz. I - na targu


Wiosna to wspaniały czas, by odwiedzić włoskie targowisko. Tyle tu życia, smaków, zapachów i kolorów! Dzisiaj kilka słów i nieco więcej zdjęć z mojej ubiegłorocznej wycieczki na Campo di Fiori (a tutaj znajdziecie krótką opowiastkę fotograficzną z naszego rzymskiego pikniku).
Oprowadzę Was po kulinarnych po straganach i pokażę, co ciekawego tu znalazłam. Niestety moje spacery na Campo di Fiori ograniczały się głównie do patrzenia, bo nie miałam gdzie gotować. Z porcją sałatki Macedonia spacerowałam między uginającymi się od pyszności stoiskami i marzyłam o tym, by zamieszkać w którejś z rzymskich kamienic z drewnianymi okiennicami i robić poranne wypady na targowisko po naręcza świeżych ziół, młodych cukinii i mięsistych oliwek, by piec ciasta z tutejszych klementynek, podjadać młody groszek i przygotowywać sałatki z mlecza.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...