wtorek, 25 sierpnia 2015

Życie pod namiotem (prosta sałatka ze szpinaku, fety, pomidorków, boczku, słonecznika)


Część naszych podlaskich wakacji spędziliśmy pod namiotem. Gdy informowaliśmy o naszych planach noclegowych, wiele osób reagowało podobnie: "w ciąży?!". Tymczasem 32 tydzień ciąży nie był ku temu żadną przeszkodą, jedynie przy wychodzeniu z naszej zielonej "dwójki" byłam zdana na pomoc męża. 

czwartek, 20 sierpnia 2015

Lapidaria* podlaskie



1. Archetyp wsi

Podlasie to drewniane chałupy z wymalowanymi okiennicami, okolone krzywymi płotkami. Przed każdym ławeczka i gąszcz wiejskich kwiatów. Nie wierzyłam, że uda mi się jeszcze znaleźć na wsi z moich wspomnień, że takie jeszcze istnieją - z malwami przed domem, dziadkiem na ławeczce,  pianiem koguta o poranku, jabłonią uginającą się od owoców...

wtorek, 4 sierpnia 2015

Rozpieszczanie na śniadanie (granola z jogurtem greckim i owocami)


Zawsze imponowały mi serwowane w restauracjach/bistrach śniadania. Bogate angielskie, z boczkiem, fasolką i jajkami sadzonymi, pucharki granoli, na których piętrzyły się warstwy owoców i gęstego jogurtu. 

I choć wysiłek przy tworzeniu tego dania nie jest wielki, w domu zawsze ograniczałam się do porcji granoli z jogurtem zjedzonej w miseczce. Ale kiedy się rozpieszczać, jak nie teraz, w ciąży? Chrupię więc śniadanie piękniejsze niż niejeden deser i wybieram książki na wyjazd. Za chwilkę rozpoczynamy urlop!

Żegnam Was śniadaniowym "przepisem", którym każdy może się rozpieszczać do woli.


GRANOLA Z JOGURTEM  I OWOCAMI

(porcja na 2 osoby)

2 garstki granoli z domowego wypieku (niezmiennie polecam tę tutaj, łatwa i pyszna)
ok. 200 ml jogurtu greckiego
opcjonalnie: 2 łyżki płynnego miodu
1 szklanka malin
2 łyżki borówek

Na dno dwóch pucharków wrzucam po 3-4 łyżki malin, rozgniatam je z miodem. Na to układam warstwę jogurtu greckiego, warstwę granoli, następnie znów jogurt grecki. Posypuję całość granolą i pozostałymi malinami, granolą i borówkami.


środa, 29 lipca 2015

Z targu do kuchni - moja letnia lista przebojów


W szał zakupów wpadam zwykle późną wiosną, a kończę go późną jesienią. I wcale nie jest on związany z wyprzedażami w centrach handlowych (kupowania ciuchów szczerze nie cierpię i unikam jak mogę). To okres, kiedy targowiska są wręcz obrzmiałe od warzyw i owoców, a ja nie wiem, co wpakować do torby. W rezultacie wracam z podwójną ilością zakupów, no bo jak nie kupić litra jagód, kiedy te kosztują osiem złotych albo kilograma wiśni, gdy te "stoją" po szóstkę?!

W zaawansowanej ciąży podwójnie miło robić zakupy (pod warunkiem, że się ich nie dźwiga), bo co drugi sprzedawca dorzuca coś do koszyka. Biorę pięć małych cukinii, sztuka kosztuje złotówkę - pan dwie daje mi "w gratisie". Druga dorzuca do woreczka cztery ogórki małosolne i pomidora, "bo ma dużo potasu, a w ciąży to rzecz niezbędna", trzecia daje pęczek pietruszki.

Wracam do domu i planuję jadłospis na najbliższych kilka dni. Czereśnie zjemy jak zwykle nieprzetworzone, bo takie przecież są najlepsze, cukinie zamarynuję w czosnkowej oliwie, z pomidorów będzie panzanella i zupa, itp., itd. Nie wymyślam nowych dań, chcę nasycić się moimi ulubionymi klasykami, z których większość kiedyś już tu pokazywałam.

Pomyślałam sobie, że przypomnę jedne z moich ulubionych sezonowych pozycji z wykorzystaniem cudowności sezonu (po kliknięciu w nazwę potrawy, przechodzicie do wpisu jej poświęconego). Taka mała sezonowa ściągawka.




poniedziałek, 20 lipca 2015

Dekonstrukcja* pomidorowej (sezonowa pomidorowa babci Ani)


W dzieciństwie oddawałam się długim rozmyślaniom, jakie są moje ulubione owoce i warzywa. O podium walczyły zawsze truskawki i arbuzy oraz pomidory i ogórki (nietrudno dostrzec podobieństwo tych dwóch grup). Jeśli chodzi o warzywa, długo wygrywały chrupiące, małe ogórki o krokodylej skórze, z owocami miałam problem, choć raczej składałam się ku arbuzowi.

piątek, 10 lipca 2015

Na działce (łatwe i pyszne ciasto jogurtowe z agrestem)



Ciężko mi się przejść obojętnie obok pudełeczka agrestu w warzywniaku, w sezonie kupuję go przynajmniej raz. W zasadzie zawsze robię to bardziej z sentymentu niż z realnej chęci. Kwaśne kulki kojarzą mi się, a jakże, z dzieciństwem, ze zrywaniem agrestu z krzaczka na działce u dziadków, z ucieranym ciastem, które piekła babcia, z kompotem, który niekiedy pojawiał się na naszym stole.

poniedziałek, 6 lipca 2015

Czerwone szelki


Okulary, długopis, sukienka, książka, nic nadzwyczajnego, kilka spośród milionów przedmiotów. Ale pod niektórymi z nich pod warstewką pozorności kryje się ogromny ładunek emocjonalny.

środa, 17 czerwca 2015

Ciąża - sprawa narodowa (a z przepisów szczaw na zimę z serii Vintage Cooking)


Czy zdarzyło się Wam, że pijąc kawę czy jedząc lody albo ciasto z rabarbarem, wzbudziliście zdumienie pomieszane z dezaprobatą? Jeśli nie jesteście w ciąży, pewnie nie. Gorzej, jeśli macie widoczny już brzuch.


wtorek, 9 czerwca 2015

Na tarasie w dzień czerwcowy... (lekkie, letnie menu dla niedzielnych gości)


2015 to rok, w którym uświadomiłam sobie, że minie jeszcze wiele czasu, nim kupimy szare meble ogrodowe z Ikei, takie, które upatrzyłam sobie już sezon wcześniej. Miałam nadzieję, że kupiony kilka lat temu stary, podniszczony komplet nie przetrwa zimy i z lekkim sercem będę mogła go oddać.

Tymczasem stół, ławka i dwa fotele przeżyły zimę (w odróżnieniu od krzaczka malin, na którego z kolei bardzo liczyłam). Wyszły z niej nieco obdrapane, ale w pełni sprawne. Nie pozostało mi więc nic innego, jak pożegnać się z myślami o szarych pięknościach, tylko przygotować moje straszaki starszaki na kolejny letni sezon. Postanowiłam, że będą szare na wzór kuszących nowości z Ikei, jednak po pomalowaniu farba okazała się wręcz błękitna, co - nie ukrywam - bardzo mi się spodobało.

Po pomalowaniu staroci (luby), po ostatecznym rozłożeniu wszystkich donic i doniczek z bratkami, aksamitkami, słonecznikiem ozdobnym, rozmarynem, truskawkami, drzewkiem laurowym, bluszczem, tujami, bzem, malinami, krzaczkiem agrestu, różnymi rodzajami pomidorków koktajlowych, curry, tymiankiem, lubczykiem, oregano, bazylią, miętą i pigwą (ja) i złożeniu huśtawki ogrodowej* (luby i ja, z przewagą tego pierwszego), nadszedł czas na oficjalne otwarcie sezonu tarasowego.

Inauguracja odbyła się w owocowym gronie, bo przybyła na nią m.in. Śliwka (klik). Na stole pojawiły się lekkie, letnie potrawy: sałatka z młodych ziemniaczków z jajkami przepiórczymi, sałatka z arbuza, fety i czarnych oliwek, zawijasy z cukinii z kremowym serkiem i bruschetty pomidorowo-bazyliowe, z dwukolorowych pomidorów. 

środa, 3 czerwca 2015

Lapidaria kaukaskie, czyli Kaukaz dla początkujących



Rok temu o tej porze wędrowałam z Tomkiem po Kaukazie - odwiedziliśmy Gruzję, Armenię i Azerbejdżan. Z wyprawy przywiozłam wiele zdjęć, jeszcze więcej wspomnień. Dzisiaj , w rocznicę podróży, zaczynam od zbioru moich ogólnych spostrzeżeń, tego, co rzuciło mi się w oczy podczas wędrówki po Kaukazie (później postaram się spisać wrażenia z poszczególnych krajów). A dla ciekawych innych podróży czekają lapidaria izraelskie, litewskie, chorwackie, praskie czy włoskie.

I kilka słów wstępu: Kaukaz to chyba takie miejsce, które można tylko kochać albo nienawidzić. Jego chaos, dzikość, surowość mogą męczyć Europejczyka przyzwyczajonego do rozkładów jazdy, przejść dla pieszych, chodników bez dziur, czystych toalet, sterylnie przygotowywanego jedzenia czy sprawnych aut. Ja tę dzikość lubię, nie brzydzę się (z niewielkimi wyjątkami) brudu, akceptuję inny styl bycia i życia mieszkańców tamtego rejonu. Wizyta na Kaukazie pokazuje, jak bardzo - czy tego chcemy czy nie - cywilizowanym i zachodnim krajem jest nasza czysta, ułożona, spokojna ojczyzna.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...